czwartek, 19 kwietnia 2018

O artylerii, cz. II: Casus amunicji do RPG-7

Na blogu udało mi się już napisać kilka artykułów na temat fatalnej sytuacji w uzbrojeniu przeciwpancernym piechoty. Omawiałem już jednorazówki, działa bezodrzutowe i granaty nasadkowe, jednak w tej kwestii chcę zrobić mały restart. Postaram się mniej gdybać, a bardziej skupię się na suchych danych.

Na pierwszy ogień idzie zatem osławiona kwestia nowoczesnej amunicji do granatników przeciwpancernych RPG-7.

Jak zapewne dobrze wiecie, obecnie stosowane granaty przeciwpancerne PG-7 / PG-7W są fatalnym, wręcz tragicznym środkiem do zwalczania broni pancernej. A jest tak z dwóch powodów. Po pierwsze PG-7 odznacza się słabą przebijalnością pancerza, na poziomie 260 do 330 mm RHA. Skutek jest taki, że celowniczy rgppanc. nie ma szans na skuteczne porażenie współczesnego czołgu (nawet tak starego jak T-72M) z wyłączeniem osłabionych stref. Po drugie amunicja stosowana w granatnikach jest przeterminowana, co sprawia, że jest ona potencjalnie niebezpieczna zarówno dla samego użytkownika, jak i dla logistyka odpowiedzialnego za przewóz amunicji.




Jednak trzeba zwrócić uwagę, że od momentu wdrożenia radziecko-sowieckich granatników o kalibrze 40 mm z nadkalibrową amunicją (RPG-2; rok 1949) sposób wykorzystania rgppanc. znacząco się zmienił. Wtedy RPG służyły jako podstawowy środek przeciwpancerny piechoty, który uzupełniał klasyczne armaty przeciwpancerne na bliskich odległościach. Obecnie w zasadzie niemożliwe jest podejście na mniej niż 300 metrów do pojazdu przeciwnika w warunkach innych niż miejskich (w przestrzeni zabudowanej). Z tego też powodu granatniki przeciwpancerne stały się bardziej wszechstronnymi środkami wsparcia piechoty i co więcej zwalczanie pojazdów opancerzonych, zwłaszcza w obronie, stało się wręcz marginalnym zadaniem dla broni tego typu.

Ale też warto mieć pod ręką dobry granat przeciwpancerny.

Początkowo planowano zakupić w tym celu szwedzkie granatniki przeciwpancerne Carl Gustaf M3 (w roku 1997 nawet kupiono 38 sztuk tej broni), jednak wojskowych odstraszyła wysoka cena tego systemu oraz większe skomplikowanie w porównaniu do RPG-7. Dlatego też uznano, że bardziej opłacalne będzie opracowanie nowej amunicji do tych granatników.

Propozycja bułgarska

Z racji tego naglącego problemu w roku 2003 Zakłady Metalowe DEZAMET S.A. zawiązały współpracę z bułgarskim Arsenałem w sprawie opracowania nowej amunicji do granatników RPG-7. Ponieważ wtedy (jak i obecnie) żołnierze mieli do dyspozycji głównie granaty przeciwpancerne PG-7W oraz PG-7WM, a nie każdy miał szczęście posiadać "kredkę" (jak potocznie jest nazywany OG-7), zdecydowano się na opracowanie aż sześciu typów amunicji bojowej. 


Od góry - granaty PG-7MT, OG-7ME, PG-7KO i PG-7TB

Były to mianowicie:

- nabój przeciwpancerny z tandemową głowicą kumulacyjną (oznaczony jako PG-7MT)
- nabój przeciwpancerny z pojedynczą głowicą kumulacyjną (PG-7M)
nabój przeciwpancerno-odłamkowy z głowicą HEDP (PG-7KO)
- nabój z głowicą odłamkowo-burzącą (PG-7OD)
- nabój odłamkowy z elektronicznym zapalnikiem czasowo-uderzeniowym (OG-7ME)
- nabój z głowicą termobaryczną (PG-7TB)

Po opracowanych powyższej amunicji przyszła pora na testy, które odbyły się 22 kwietnia 2004. Skuteczność granatu termobarycznego została sprawdzona na stanowisku ogniowym zbudowanym na drewnianym szkielecie wzmocnionym workami z piaskiem, zaś granaty odłamkowe i przeciwpancerno-odłamkowe sprawdzono pod kątem osiągnięciem maksymalnego zasięgu przy strzale pośrednim. Jeśli zaś o granat PG-7MT, to osiągnięto przebijalność na poziomie niewiele powyżej 300 mm RHA przy pancerzu osłoniętym dodatkowo przez ERAWA-2 (dla porównania producent deklarował penetrację 500 mm RHA za ERA).

W moim mniemaniu liczba zaprojektowanych typów amunicji była zbyt duża, ale z drugiej strony współpraca z Bułgarami prawdopodobnie przyniosłaby dla nas ogromne korzyści nie tylko poprzez produkcję lepszych granatów do RPG-7, ale również innej nowocześniejszej amunicji do broni przeciwpancernej proweniencji wschodniej (np. SPG-9 lub Konkursów). Niestety Bułgarzy bardzo mocno naciskali na stworzenie joint venture z Dezametem i co więcej rozmowy z nami z biegiem czasu traciły u nich na znaczeniu.

Propozycja polsko-niemiecka

Niestety w związku z utratą zainteresowania ze strony Arsenału DEZAMET był zmuszony do samodzielnego opracowania amunicji do RPG-7. Skupiono się zatem na dwóch najbardziej perspektywicznych typach amunicji, czyli dotychczasowym PG-7MT oraz PG-7KO. Dodatkowo zakład z Nowej Dęby zdecydował się na opracowanie naboju dymnego do granatnika. O ile pocisk przeciwpancerno-odłamkowy, jak i dymny zostały opracowane samodzielnie przez polski przemysł, o tyle w kwestii pocisku tandemowego z pomocną dłonią przyszedł do nas niemiecki Dynamit Nobel Defence.


Od góry - granaty PG-7MT1, KO-7M i DG-7M

Koncern ten już na przełomie wieków oferował dla Wojska Polskiego granatniki przeciwpancerne PzF 3 z możliwością ich licencyjnej produkcji w kraju. Niestety wtedy testy poligonowe granatnika poszły niepomyślnie za Niemców (o czym częściowo przeczytacie tutaj), przez co zrezygnowali z dalszej oferty. Jednak w 2006 pojawili się jeszcze z ofertą sprzedaży zarówno wspomnianych wcześniej PzF 3, jak i jednorazowych granatników PzF 90 (znanych bardziej pod nazwą RGW 90).


I właśnie od tych jednorazówek została wykorzystana głowica kumulacyjna tandemowa do granatu przeciwpancernego, oznaczonego już jako PG-7MT1. Sporą ciekawostkę w kwestii głowicy było jednak to, że prekursor mógł być chowany do właściwej głowicy, przez co amunicja stawała się łatwiejsza w transporcie (w tej pozycji pocisk był krótszy o ok. 9 centymetrów).

Drugim opracowanym pociskiem był kumulacyjno-odłamkowy KO-7M. W przeciwieństwie do PG-7MT1 KO jest przeznaczony do zwalczania lekko opancerzonych pojazdów i siły żywej. Wybór tego pocisku chyba najlepiej odzwierciedla chęć konstruktorów do stworzenia jak najmniejszej gamy pocisków do możliwie jak największego wachlarza zadań. Pocisk HEDP bowiem jest znacznie skuteczniejszy w zwalczaniu pojazdów opancerzonych i lekko umocnionych pozycji w porównaniu z pociskiem odłamkowym, odłamkowo-burzącym, czy termobarycznym, a jednocześnie nie ustępuje powyższym typom amunicji pod kątem eliminacji piechoty.

W kwestii tej amunicji próby poligonowe zostały przeprowadzone aż dwukrotnie: w kwietniu 2006 i w czerwcu 2007 roku. Za pierwszym razem testom poddano co najmniej 7 granatów typu PG-7MT1, co najmniej jeden typu KO-7M i co najmniej jeden typu DG-7M. 

Wyniki:

- w przypadku głowicy tandemowej testy pokazały, że rzeczywiste osiągi są bardzo zbliżone do deklarowanych (tj. 500 mm RHA za ERA) i to przy pokryciu pancerza za pomocą ERAWA-2.
- dla głowicy kumulacyjno-odłamkowej rzeczywiste osiągi okazały się znacznie lepsze od deklarowanych (pocisk przebił ok. 240 mm RHA wobec oficjalnych 200 mm RHA) przy jednoczesnym gęstym pokryciu pola ponad 1500 odłamkami w pobliżu trafienia pociskiem w cel.


Głowica bojowa od granatu przeciwpancernego PG-7MT1 na stanowisku testowym

Przy późniejszych podejściach testowano jedynie KO-7M i DG-7M. W ich przypadku udało mi się dotrzeć do bardziej szczegółowych danych. 

Dla KO-7M ustalono, że całkowicie spełnia swoje zadanie, umożliwiając przebicie pancerza o grubości do 120 mm RHA przy jednoczesnym rażeniu otoczenia odłamkami. Dodatkowo ustalono odległość, na jaką można prowadzić ostrzał tymi granatami - pocisk uzbraja się po przebyciu 15 metrów, zaś odległość maksymalna, na jaką dolatuje pocisk, wynosi ~1488 metrów. Ze względu jednak na obecność samolikwidatora w zapalniku, ustawionego na 14 sekund, donośność pocisku została zmniejszona do ok. 1400 metrów.

Jeśli zaś chodzi o DG-7M, to informacje o nim pochodzą ze znacznie starszego okresu, kiedy to pojawiły się pierwsze propozycje stworzenia krajowej amunicji do RPG-7. Granat miał kaliber 80 mm oraz masę ok. 3 kg, a jego głównym elementem były dwa ładunki dymotwórcze, które zapewniały dymienie w czasie od 2 do 4 minut zarówno w paśmie widzialnym, jak i podczerwieni. Dla pierwszego pasma granat gwarantował postawienie zasłony dymnej o minimalnych wymiarach 80 x 10 x 3 m, zaś dla podczerwieni (8 - 14 um) zasłona mogła wynosić co najmniej 15 x 8 x 2,5 m, dzięki czemu można było skutecznie ukryć pojazd z użyciem pojedynczego granatu, a osłabienie promieniowania laserowego przekraczało 75%.

Amunicja zapalająca do RPG-7

Słowem dygresji chciałbym również wspomnieć o wcześniejszym projekcie związanym z amunicją do rgppanc-7. 

W związku z wypadkiem, jaki wydarzył się w 1996 w wyniku eksploatacji plecakowego miotacza płomieni LPo-50, Wojsko Polskie zdecydowało się na ich wycofanie ze służby liniowej. Był to jedyny typ broni zapalającej, jaki wtedy posiadali saperzy i z tego powodu WITU zdecydowało się na opracowanie granatów zapalających do popularnego granatnika przeciwpancernego, które byłyby uzupełnieniem opracowanych już wtedy granatów OG-7M i DG-7. Granaty te opracowano bardzo szybko, gdyż najpóźniej w roku 1998 zostały potwierdzone ich testy poligonowe. Nosiły one oznaczenia ZG-7 i ZG-7P.


Granaty zapalające ZG-7 (u góry) i ZG-7P (na dole)

Obydwa typy granatów były podobnej konstrukcji i używały tej samej mieszaniny zapalającej (o oznaczeniu SM-1). Różnica pomiędzy tymi granatami polegała na tym, że ZG-7 posiadał wyłącznie głowicę zapalającą, zaś ZG-7P poza głowicą zapalającą posiadał również głowicę kumulacyjną - dzięki temu był on znacznie skuteczniejszy przy zwalczaniu siły żywej ukrytej za opancerzeniem.

Wymogi, jakie zostały postawione przed granatami, dotyczyły ochrony przed rozszczelnieniem oraz zachowania parametrów w temperaturach od -55 do +55° C, przy wystąpieniu pojedynczych udarów mechanicznych oraz w przypadku upadku na twarde podłoże z wysokości 2 metrów (w skrzyni) lub 70 cm (bez zabezpieczenia). Granaty miały również zapewniać możliwość wywołania strumienia palącej się mieszaniny w promieniu do 7 metrów na odległość od 10 do 1000 metrów, nawet po przebiciu 3-milimetrowej warstwy stali i 50-milimetrowej warstwy drewna. W przypadku ZG-7P wymogi rozszerzono o samolikwidację zapalnika (WP-7M) w czasie maksymalnie 15 sekund oraz możliwość zapłonu mieszaniny również po przebiciu płyty pancernej. W trakcie przeprowadzonych testów spełniono większość stawianych wymogów (jedynie odległość uzbrajania głowicy wynosiła 13, a nie 10 metrów).

Obydwa granaty miały kaliber 71,5 mm (były to najmniejsze po OG-7 granaty do RPG-7), masę od 3,86 do 4,28 kg (ZG-7) lub od 3,83 do 4,44 kg (ZG-7P), zaś donośność pocisków wynosiła 1240 m (ZG-7) lub ~1100 m (ZG-7P). Dodatkowo przebijalność ZG-7P wynosiła 65 mm RHA, zaś po przebiciu 10-milimetrowej płyty pancernej granat zachowywał swoje właściwości zapalające.

Brak dalszych informacji o tych granatach wskazuje na to, że prace nad nimi zakończono po testach poligonowych. Niestety szkoda jest tego, ponieważ inaczej saperzy otrzymaliby na wyposażenie broń zapalającą, zaś know-how przy pracach nad granatami poszedłby w dwie strony. Z jednej strony konstruktorzy zakładali możliwość stworzenia lżejszej mieszanki zapalającej, dzięki której masa granatów spadłaby o 800 g, dzięki czemu wzrosłaby donośność pocisków, a z drugiej strony kaliber głowic pozwoliłby na stworzenie analogicznych pocisków przeznaczonych do SPG-9 i 2A28. 

Ponadto nie można wykluczyć tego, że przemysł chciał opracować nowy granat przeciwpancerny w oparciu o wkładkę kumulacyjną z opracowywanego w latach 90. przeciwpancernego pocisku moździerzowego (PPM) Rad-1 (przebijalność 400 mm RHA), jak również mógł mieć w planach stworzenie własnej głowicy tandemowej na tej samej bazie.

Dane techniczne (tylko amunicja opracowana samodzielnie w PL)




Czasy się zmieniają, ale PG-7W zawsze jest na poligonach.

Oficjalnie zaplanowano rozpoczęcie produkcji pocisków w Nowej Dębie na rok 2008. No ale Niemcy nie chcieli się zgodzić na produkcję głowic w Polsce, co oznaczałoby, że kluczowy element PG-7MT1 musiałby być importowany. Taka sytuacja mogła wynikać z tego, że do polskiego granatu przeciwpancernego użyto nowoczesnej głowicy kumulacyjnej pochodzącej z nowszej odmiany PzF 3-IT600, która charakteryzowała się wyższą prędkością strumienia kumulacyjnego (powyżej 10 km/s) i co za tym idzie - lepszą skutecznością w przebijaniu pancerzy pokrytych ERA. Z drugiej strony nie można wykluczyć tego, że gdyby DEZAMET lub MON zdecydowali się na negocjacje z DND, to ostatecznie do PG-7MT1 trafiła wariacja starszej odmiany głowicy do PzF 3, która była testowana w kraju w roku 2000. Ta głowica pewnie byłaby produkowana w kraju, ale byłaby mniej skuteczna w zwalczaniu lepszych ERA (jak np. ERAWA). No ale nie zdecydowano się na produkcję nowych granatów do RPG-7, a reszta stała się historią alternatywną.

Niestety po 10 latach problem stał się jeszcze poważniejszy, ponieważ kończące się resursy "rg-rur" oraz sprzedaż ostatnich 25 tysięcy jednorazowych RPG-76 w końcu zmuszą MON do zakupu nowych granatników przeciwpancernych. A dodatkowo tą decyzję może potwierdzić fakt, że do obecnych rgppanc. ta amunicja nie będzie kupowana.

Mimo wszystko jednak polski przemysł starał się zarówno w latach 90., jak i na początku XXI wieku stworzyć z RPG-7 uniwersalny środek wsparcia piechoty na szczeblu drużyny lub plutonu, który miał gwarantować skuteczne rażenie szerokiego spektrum celów. Dzięki temu granatnik miał się stać na rynku konkurencją dla równie wszechstronnego szwedzkiego granatnika Carl Gustaf. Niestety zarówno brak środków, jak i niezrozumiała niechęć do stworzenia podstawowego składnika tego systemu - czyli własnej kopii granatnika wielorazowego przez polski przemysł obronny - sprawiły, że ten całkiem dobry pomysł marketingowy został zaniechany.

Jeśli chodzi o przyszłość, to nie chcę osobiście faworyzować żadnego z oferowanych dla nas granatników przeciwpancernych wielokrotnego użytku. Niemniej w przypadku wyboru PSRL-1 lub Mk 777 (nielicencyjnych kopii RPG-7) oferowanych przez Airtronic USA za pośrednictwem katowickiego Works 11 trzeba podejrzewać, że początkowo używałyby wciąż w celach szkoleniowych granatów przeciwpancernych typu PG-7W i PG-7WM, gdyż wciąż może pochowanych w składach amunicyjnych tysiące granatów tego typu. Niestety, ale takie uroki (skutki) licencyjnej produkcji amunicji za czasów PRL...


Bibliografia

- Andrzej Kiński, Nowa amunicja do RPG-7 z DEZAMETu, Nowa Technika Wojskowa 10/2004, s. 12-13
- Andrzej Kiński, Nowe życie RPG-7, Nowa Technika Wojskowa 05/2006, s. 23-27
- Andrzej Kiński, Ostre strzelanie Dezametu, Nowa Technika Wojskowa 08/2007, s. 30-31
- Bogdan Piątek, Grzegorz Kowalik, Analiza wyników badań strzelaniem pocisku KO-7M, Problemy Techniki Uzbrojenia R. 36 z. 102, s. 105-114
- Adam Wiśniewski, Krzysztof Majewski, Zbigniew Wertejuk, Arkadiusz Mazierski, Naboje zapalające ZG-7 do ręcznego granatnika przeciwpancernego RPG-7, Problemy Techniki Uzbrojenia i Radiolokacji R.28 z. 70, s. 77-90
- Adam Wiśniewski, Krzysztof Majewski, Zbigniew Wertejuk, Arkadiusz Mazierski, Naboje przebijająco-zapalające ZG-7P do ręcznego granatnika przeciwpancernego RPG-7, Problemy Techniki Uzbrojenia i Radiolokacji R.28 z. 70, s. 91-104
- Ewa Daniluk, Adam Wiśniewski, Grzegorz Nyszko, Nowa generacja nabojów dymnych DG-7M do ręcznego przeciwpancernego granatnika RPG-7, Problemy Techniki Uzbrojenia i Radiolokacji R. 28 z. 71, s. 89-101

wtorek, 13 marca 2018

Dziękuję, Kapitanie Szwecja! - czyli jak jest opancerzony eksportowy Abrams

Nie kombinując za bardzo ze wstępem, przepraszam z góry za ostatnią bardzo niską aktywność na stronie, co było spowodowane zarówno sprawami osobistymi, jak również pisaniem artykułów na inne potrzeby. Niemniej nie zamierzam rezygnować z działalności na blogu, aczkolwiek nie wykluczam, że artykuły będą pojawiać się tutaj rzadziej, niż to było wcześniej.

Przejdę zatem teraz do dzisiejszego tematu.

Niezwykle ciekawe rzeczy wypłynęły od Szwedów. Przypadkiem jeden z pracowników FMV odtajnił informacje pochodzące ze szwedzkiego przetargu na następcę słynnego Stridsvagn 103. W tym przetargu startowali Amerykanie z M1A2 Abrams, Niemcy z Leopardami 2A4 i 2 Improved oraz Francuzi z nowym wtedy jeszcze AMX Leclerc, jak również istniała możliwość bezpośredniego porównania powyższych czołgów z wystawionym również do przetargu rosyjskim T-80U oraz znanymi dobrze nam T-72M1, które trafiły do Szwecji z NRD. W wyniku prowadzonych prób zwycięzcą okazał się Leopard, który wszedł na wyposażenie armii szwedzkiej pod oznaczeniami Stridsvagn 121 (tj. Leopard 2A4) i Stridsvagn 122 (Leopard 2 Improved).

Co prawda ta prezentacja ma już prawie 6 lat, jednak dopiero teraz publiczną informacją stało się to, że u Szwedów zdarzył się przeciek wrażliwych danych. Ujawnionych smaczków na ten temat jest w niej znacznie więcej, ale moim zdaniem Was najbardziej zainteresuje to:



Są to parametry odporności pancerza czołgu M1A2 Abrams, jaki został wystawiony wtedy do przetargu w Szwecji. Przegrał tam z niemieckim bardzo dalekim kuzynem i jednym z parametrów, jakiemu Abrams miał ustępować Leopardowi, było opancerzenie. Dzięki Szwedom wiemy już teraz, o jakim opancerzeniu w M1 była mowa.

W tym miejscu trzeba jednak dodać, że to są parametry Abramsa z Export Armor Package (czyli wersji eksportowej), a nie Abramsa z Heavy Armor Package (używanego w armii amerykańskiej). Takie Abramsy USA sprzedaje wszystkim zagranicznym klientom i taki pakiet prawdopodobnie jest niezależny od tego, jakiemu klientowi są sprzedawane te czołgi - czy chodzi o taki Irak, czy o bardziej zaprzyjaźnioną Australię. Również my, gdybyśmy byli zainteresowani kupnem M1, to otrzymalibyśmy od Amerykanów tak opancerzony czołg.

Analizując zatem powyższą grafikę, można zauważyć, że opancerzenie eksportowego Abramsa jest znacznie słabsze, niż można było do tej pory zakładać. Wartości są bardzo zbliżone do tego, co oferowały wersje M1 opracowane w pierwszej połowie lat 80. - w nich jako opancerzenia użyto pancerza kompozytowego o nazwie Burlington (znanego również pod nazwą Chobham). Dla porównania współczesne Abramsy używają wspomnianych już EAP i HAP, ale ta informacja może być dowodem na to, że EAP to jest de facto stary Burlington. Dodatkowo na tej grafiki nie została uwzględniona odporność, jaką oferują zbiorniki paliwa o grubości 700 mm znajdujące się tuż za pancerzem przednim kadłuba. Z uwzględnieniem ich poziom opancerzenia M1A2 z EAP jest następujący:

- przód kadłuba (policzki ze zbiornikami paliwa) - 455 mm RHA vs APFSDS, 1065 mm RHA vs HEAT

- przód kadłuba (osłabiona strefa przed kierowcą) - 350 mm RHA vs APFSDS, 750 mm RHA vs HEAT

- przód kadłuba (górna płyta) - prawdopodobnie 350 mm RHA vs APFSDS i HEAT

- boki kadłuba - min. 80 mm RHA vs APFSDS, 380 mm RHA vs HEAT

- przód wieży - 600 mm RHA vs APFSDS, 900 mm RHA vs HEAT

- boki wieży (na wysokości kosza) - 480 mm RHA vs APFSDS, 750 mm RHA vs HEAT

- boki wieży (na wysokości magazynu amunicyjnego) - 380 mm RHA vs HEAT

Jak na lata 90. M1A2 Abrams w wersji eksportowej był mimo wszystko bardzo dobrze opancerzonym czołgiem przeciwko zagrożeniom ze strony PPK i granatników przeciwpancernych, jednakże opancerzenie kadłuba pozostawiało wiele do życzeń w stosunku do wykorzystywanych wtedy kinetycznych pocisków przeciwpancernych.

Opancerzenie przodu kadłuba na poziomie 455 mm RHA (czyli de facto porównywalnie z Twardym i gorzej od Pendekara dla tej samej sfery) nie ochrania Abramsa przed skutecznym trafieniem z 3BM44 Mango, który jest podstawowym pociskiem przeciwpancernym T-64 i T-72 na wschód od Bugu od trzech dekad. Jeśli zaś chodzi o wieżę, to ta poddałaby się dopiero przy trafieniu nowszymi pociskami kalibru 125 mm (rodziny Świniec i Próżnia). Z drugiej strony opancerzenie (nawet eksportowego) Abramsa przed pociskami kumulacyjnymi jest wystarczająco skuteczne przed wszystkimi istniejącymi w latach 90. środkami przeciwpancernymi piechoty pochodzenia radzieckiego (wiodącymi są RPG-29 i Metys-M). Obecnie jednak taki pancerz nie ochroniłby przed trafieniem z Korneta lub nowych ciężkich granatników przeciwpancernych pokroju RPG-30. No ale też ten pancerz nie był projektowany przeciwko nim. Uwagę zwraca również bardzo dobre opancerzenie boków wieży, co definitywnie jest ewenementem (na plus) wśród czołgów podstawowych z lat 90., przez co Abrams jest bardzo trudnym orzechem do zgryzienia dla amunicji kalibru 85 i 100 mm, które pod koniec Zimnej Wojny stanowiły podstawę uzbrojenia wojsk pancernych oraz artylerii przeciwpancernej państw Układu Warszawskiego.

Słowem dygresji można zauważyć, że wbrew pozorom PT-91 Twardy nie był w latach 90. tak źle opancerzonym czołgiem, jak można byłoby go osądzać. Co prawda, wtedy podstawą wkładu specjalnego były jeszcze wkłady piaskowe i szkłotekstolit, efekty na plus generował pancerz reaktywny ERAWA, a tylna część wieży odlewanej jest jedną wielką osłabioną strefą, zdolną do spenetrowania przez pociski kalibru 25 i 30 mm, jednak mimo wszystko wtedy nasi konstruktorzy umieli własnymi środkami i możliwościami nadążyć za ówczesnymi światowymi trendami w opancerzeniu MBT.

Mimo wszystko tutaj został poruszony tylko jeden z wielu parametrów decydujących o wyższości jednej konstrukcji pancernej nad innymi, dlatego też stwierdzenia, że Abrams jest bublem, będą zbyt daleko idące i kłamliwe. Można zauważyć, że Szwedzi są niezwykle tolerancyjni nie tylko wobec mniejszości religijnych i seksualnych, są również tacy wobec ściśle tajnych informacji. Zatem dziękujemy, Kapitanie Szwecja!*

* W rzeczywistości prezentacja z wrażliwymi danymi zniknęła z Internetu tydzień po jej publikacji w maju 2016. Tak samo jak jej autor. No ale w Internecie nic nie ginie.

sobota, 23 grudnia 2017

Dywizjonowy moduł ogniowy HOMAR - struktura

Przedstawię poniżej bardzo prawdopodobną strukturę DMO Homar, która została zaprezentowana na konferencji PGZ 22 grudnia 2017 r.




Dowództwo dywizjonu - 2 x wóz dowódczo-sztabowy na podwoziu 4x4

3 x bateria ogniowa:

- dowództwo baterii - 2 x wóz dowodzenia na podwoziu 4x4

- drużyna topograficzno-rachunkowa (prawdopodobnie) - 2 x wóz dowodzenia na podwoziu 4x4

- 3 x pluton ogniowy - wóz dowodzenia na podwoziu 4x4 + 2 x Wieloprowadnicowa Wyrzutnia Rakietowa "Homar"

- pluton zabezpieczenia - samochód osobowo-terenowy + wóz zabezpieczenia technicznego na podwoziu Jelcza 662 + 2 x wóz amunicyjny na podwoziu Jelcza 662

Bateria dowodzenia

- dowództwo baterii - wóz dowodzenia na podwoziu 4x4

- pluton łączności - 5 x wóz dowodzenia na podwoziu 4x4 + 2 x samochód osobowo-terenowy + 3 x samochód ciężarowy (przedstawiony jako zespół ciągnika siodłowego i naczepy)

- pluton topograficzno-rozpoznawczy - wóz dowodzenia na podwoziu 4x4 + 3 x Artyleryjski Wóz Rozpoznawczy na podwoziu 4x4 

- pluton ochrony i regulacji ruchu - samochód osobowo-terenowy + 2 x samochód ciężarowy

Kompania logistyczna

- dowództwo kompanii - wóz dowodzenia na podwoziu 4x4

- pluton transportowy - 7 x wóz amunicyjny na podwoziu Jelcza 662 + 4 x cysterna na podwoziu Jelcza 662 + 2 x samochód ciężarowy

- pluton remontowy - wóz zabezpieczenia technicznego + Artyleryjski Wóz Remontu Uzbrojenia + Warsztat Remontu Uzbrojenia i Elektroniki (wszystko na Jelczach 662)

- drużyna zabezpieczenia - samochód osobowo-terenowy + samochód ciężarowy

Zespół ewakuacji medycznej - 3 x Rosomak-WEM + sala opatrunkowa na Jelczu 662


Razem:

- 18 x Wieloprowadnicowa Wyrzutnia Rakietowa "Homar"

- 3 x Rosomak-WEM

- 2 x wóz dowódczo-sztabowy na podwoziu 4x4
- 29 x wóz dowodzenia na podwoziu 4x4
- 3 x Artyleryjski Wóz Rozpoznawczy na podwoziu 4x4

- 7 x samochód osobowo-terenowy

- 13 x wóz amunicyjny na Jelczu 662
- 4 x wóz zabezpieczenia technicznego na Jelczu 662
- 4 x cysterna na Jelczu 662
- sala opatrunkowa na Jelczu 662
- Artyleryjski Wóz Remontu Uzbrojenia na Jelczu 662
- Warsztat Remontu Uzbrojenia i Elektroniki na Jelczu 662

- 8 x samochód ciężarowy

piątek, 24 listopada 2017

Zdalnie sterowana wieża TURRA 30

Swego czasu, nim zacząłem prowadzić ten blog, opisywałem krócej lub dłużej niektóre typy uzbrojenia. W tym artykule chciałbym powrócić do jednego z tamtych wpisów, a dotyczył on słowackiej wieży bezzałogowej TURRA. Jednak tym razem rozwinę ten temat.

TURRA została zaprojektowana przez słowacki EVPU z myślą o montażu na pojazdach z rodziny BMP. Ten wymóg rodził wiele komplikacji, ponieważ z racji ograniczonej nośności BMP (czego się doświadczyli nasi konstruktorzy) masa bojowa wieży miała nie przekraczać 1500 kilogramów. Dodatkowo w celu łatwej wymiany wieża ta musiała być obsługiwana przez jedną osobę i mieścić się w pierścieniu oporowym o średnicy 1560 milimetrów. Musiała również być znacznie nowocześniejsza od dotychczas oferowanego rozwiązania, jakim była załogowa wieża DVK-30, produkowana przez inny słowacki podmiot - ZTS Special. Dlatego też Słowacy zdecydowali się na skonstruowanie wieży bezzałogowej.


Bezzałogowy system wieżowy TURRA 30

TURRA, bo tak została nazwana ta wieża, zaliczyła swoją premierę na targach IDET w 2012 jako element proponowanej modernizacji BVP-1 o oznaczeniu MGC-1. Rok później trafiła również na najbardziej znaną modernizację tych wozów, która nazywała się BVP-M2SKCZ. Na samym początku była ona rozpatrywana jedynie jako możliwe uzbrojenie bojowych wozów piechoty z rodziny BMP. Potem jednak się to zmieniło za sprawą planów zakupu nowych KTO dla armii słowackiej - na początku TURRA trafiła na Rosomaka, a potem na Pandura II. Z biegiem czasu tą wieżą zainteresowali się na poważnie Czesi i Ukraińcy, czego dowodem był m.in. jej montaż i testy na proponowanym przez BAE Systems CV9030CZ.

Co prawda TURRA okazała się trochę cięższa od ważącego 1150 kg DVK-30, niemniej największą zaletą jest wymienność systemów uzbrojenia w wieży, choć póki co jest to ograniczone. Jej pierwsza wersja została zaprezentowana, będąc uzbrojona w armatę automatyczną 2A42 kal. 30 mm i czołgowy karabin maszynowy PKT kal. 7,62 mm. Z biegem czasu jednak pojawiły się propozycje montażu innych typów uzbrojenia. Do tej pory do TURRA zastosowano następującą broń:

- armata automatyczna 2A42 (30 x 165 mm) 
- armata automatyczna CZ30 (30 x 165 mm)
- armata napędowa Bushmaster II (30 x 173 mm)

- czołgowy karabin maszynowy NSWT (12,7 x 108 mm)
- ciężki karabin maszynowy M2HB (12,7 x 99 mm)
- czołgowy karabin maszynowy PKT (7,62 x 54 mm)

- podwójna wyrzutnia ppk Fagot
- podwójna wyrzutnia ppk Konkurs
- podwójna wyrzutnia ppk Spike (MR / LR / ER)

Sporą ciekawostką jest niewielka cena tej wieży, bowiem kosztuje ona (bez uzbrojenia) około 600 tysięcy euro - dla porównania HITFIST-30P kosztuje (z uzbrojeniem) około 4,9 mln PLN, zaś cena ZSSW-30 jest szacowana obecnie na około 10 - 11 milionów PLN.

Co więcej, wieża ze względu na swoją masę może być również zastosowana jako uzbrojenie dla słabiej opancerzonych pojazdów, czego przykładem był pokazany w tym roku MRAP Nimr 6x6. Nie jest raczej spotykane rozwiązanie, ale może ono przysporzyć popularności słowackiej konstrukcji.

Suma summarum jednak jest to, że jedynymi pojazdami, jakie zostały do tej pory wyposażone w tą wieżę, są zmodernizowane w zeszłym roku bojowe wozy rozpoznawcze BPzV Svatava, które w liczbie 18 sztuk trafiły na uzbrojenie armii słowackiej. Niemniej jest ogromna szansa na to, że TURRA trafi również na pozostałe 17 BWR, jak również na część z 81 zamówionych kołowych transporterów opancerzonych, jakie mają powstać na Słowacji we współpracy z fińską Patrią.


Dane techniczne



Kierunek Polska


Po raz pierwszy usłyszeliśmy o TURRA w momencie, gdy PGZ próbował zdobyć zabiegi Słowaków poprzez sprzedaż kilkudziesięciu KTO Rosomak dla tamtejszej armii. Lokalny wariant, który nazywał się Scipio, miał być właśnie wyposażony w tą wieżę bezzałogową. Co więcej, TURRA była oferowana dla naszego wojska jako "opcja awaryjna" wobec ZSSW-30. Niestety Słowacy transporterów od nas nie kupią, zaś wyrób HSW ma silne parcie ze strony MON-u, dlatego dojdzie on do skutku. Oczywiście sporym plusem jest dla nas to, że krajowy podmiot, w dodatku nie posiadający pod tym kątem doświadczenia, może samemu opracować tak skomplikowany wyrób, jednak mogą padać zarzuty w stosunku do ZSSW pod kątem wymogów opracowanych przez MON, jak i docelowej ceny polskiej wieży.


Zmodernizowany BPzV Svatava, przechodzący testy dla armii słowackiej. Został on wyposażony w TURRA 30.
Mimo wszystko można zauważyć, że pomimo niskiej masy wieży zapas wyporności pojazdu jest niewielki.


Mimo to słowacka wieża z racji zbyt dużej masy ZSSW-30 mogła teoretycznie trafić na polskie BWP-1. Ale do ich modernizacji na pewno nie dojdzie, zaś jej sens w tym momencie jest mocno uzależniony od planowanej ilości zamówionych nowych BWP, ewentualnych dodatkowych zakupów Rosomaków, jak i potencjalnych redukcji ilości batalionów w Wojsku Polskim. Dlatego też na taki osąd jest zdecydowanie za wcześnie.

Poza możliwą integracją na naszych pojazdach ciekawą perspektywą byłaby nasza pomoc w rozwoju systemu wieżowego. Słowacy bowiem wciąż opierają się na wschodniej amunicji strzeleckiej oraz artyleryjskiej małokalibrowej, zaś nasze zakłady zbrojeniowe przeszły już na produkcję amunicji zachodniej. Co więcej, broń maszynowa produkowana w Polsce jest modyfikacją wschodnich konstrukcji przy wykorzystaniu amunicji standardu NATO. Dzięki temu nie byłoby żadnego problemu z integracją UKM-2000C lub WKM-B, a polski przemysł mógłby wspomóc Słowaków w opracowaniu docelowej, eksportowej odmiany TURRA, gdzie my odpowiadalibyśmy za produkcję uzbrojenia docelowego. Póki co byłyby to jedynie karabiny maszynowe, ale w przypadku zakupu licencji na Bushmastera II (lub innej armaty małokalibrowej kalibru 30 mm) możliwe będzie rozszerzenie oferty również o uzbrojenie główne.

Ponadto prace prowadzone u nas mogłyby rozszerzyć możliwości montażu głównego uzbrojenia o zmodyfikowanego Bushmastera II, który wykorzystuje większą amunicję 40 x 180 mm. Polski przemysł mógłby również skutecznie zastosować swoje wyroby pod kątem systemów optycznych i ochrony pojazdu - francuski ASOP Galix mógłby tu zostać zastąpiony porównywalną Obrą, zaś takie elementy SKO jak kamera IR lub kamera TV mogłyby być zamienione na polskie rozwiązania pod tym kątem.

Jednak brak zainteresowania słowackimi produktami był jedną z wielu przyczyn, dlaczego transportery opancerzone będą mieć z Finlandii, a nie od nas.


Jeszcze parę słów o DVK-30...


Gdy opowiadam tu o TURRA, to wypada też wspomnieć o jej załogowej odpowiedniczce. Jest to znacznie starszy projekt, bo oryginalna odmiana wieży o nazwie Cobra została po raz pierwszy zaprezentowana w roku 2002 jako element pakietu modernizacyjnego dla BMP-1.


Załogowy system wieżowy Cobra, uzbrojony dodatkowo w wyrzutnię PPK Konkurs.
Zdjęcie pochodzi z IDEB 2003.

Dzięki mniejszej masie (1050 lub 1150 kg) możliwość wykorzystania tej wieży jest znacznie większa niż w przypadku wieży bezzałogowej. Poza pojazdami, które mogą być wyposażone w TURRA, Cobra może być zamontowana również na kołowych transporterach opancerzonych OT-64 (znanych u nas jako SKOT) i wozach z rodziny BTR.

Z drugiej strony jednak ZTS Special nie wykorzystał nigdy uzbrojenia zgodnego ze standardami NATO do wyposażenia DVK, przez co wieża nie jest modułowa tak jak TURRA. Ponadto sporą wadą tej wieży załogowej jest to, że jej operator musi się wychylić z pojazdu, aby móc załadować i użyć wyrzutni PPK, przez co jest bardziej narażony na trafienie podczas walki, a nie może przy tym jednocześnie prowadzić ognia z broni automatycznej. Dla porównania operator TURRA 30 może wykonywać obydwie czynności jednocześnie z wnętrza pojazdu.

W przeciwieństwie do TURRA DVK-30 (a raczej Cobra) odniósł sukces eksportowy, bowiem znalazł się na wyposażeniu wozów bojowych armii sudańskiej i azerskiej. Ponadto pakiet modernizacyjny z DVK-30 znajduje się w ofercie czeskiego Excalibura, dzięki czemu jest szansa, że grono użytkowników się jeszcze powiększy.

Bibliografia

TURRA 30 (forum.valka.cz)
Modernizované BPzV - najmodernejší prírastok OS SR (armadninoviny.cz)
NIMR Automotive from United Arab Emirates unveils its new JAIS 6x6 military vehicle at IDEX 2017 (armyrecognition.com)

- materiały prasowe EVPU Defence i ZTS Special

środa, 25 października 2017

O artylerii, cz. I: Sopel Reaktywacja

Pora zaprezentować Wam początek kolejnej mojej serii artykułów tematycznych. Podejrzewam, że bardzo lubicie czytać o czołgach i tym podobnych, jednak z perspektywy unowocześniania Wojska Polskiego, jak i eliminacji pewnych mitów bardzo ważnym wątkiem jest artyleria. A co więcej, już kilka artykułów napisanych tutaj na blogu dotyczyło tematu "królowej bitew" lub znajdowały się blisko tego. Nie szacuję, ile artykułów napiszę, głównie mam na myśli ułożenie do porządku tego, co publikuję w tym miejscu.

Jednym z największych problemów naszej armii jest oczywiście obrona przeciwlotnicza. Co prawda w Programie Modernizacji Technicznej są zawarte programy Wisła oraz Narew, niemniej temat unowocześnienia środków przeciwlotniczych na szczeblu brygady jest całkowicie olewany. Tam obecnie prym wiodą wszelkiej maści zestawy przeciwlotnicze kalibru 23 mm, które nie są już uważane za skuteczne w zwalczaniu celów powietrznych, nie mówiąc już o dronach i zadaniach C-RAM. Do tej pory systemy te były modernizowane m.in. poprzez dodanie MANPADS oraz nowoczesnej amunicji, dzięki czemu pułap rażenia wzrósł z 1500 m do 2500 m dla zestawów stricte artyleryjskich lub do 3500 m w przypadku dodania rakiet. 

Mimo to jest to wciąż niewystarczające wobec istniejących potrzeb wojska. 

Najlepszym rozwiązaniem problem jest zastąpienie kalibru 23 mm w pierwszej linii kalibrem 35 mm. Ten kaliber jest już od jakiegoś czasu rozwijany w naszym kraju, czego skutkiem są opracowane holowane armaty przeciwlotnicze, używającej tej amunicji. A-35 / AG-35, bo o nim mowa, rozwiązałby temat holowanych ZU-23-2, jak również możliwe jest opracowanie wersji samobieżnej na podwoziu ciężarowym. Mimo to nie rozwiązuje to problemu następcy Szyłek i Białych. A dzisiejszy artykuł - pierwszy z tej serii - będzie poruszał właśnie ten problem.


Wspomnienie o Loarze



Wielu z Was zapewne pamięta bardzo dobrze artyleryjski samobieżny zestaw przeciwlotniczy Loara. Był on opracowywany od początku lat 90. jako następca Szyłek i obok Gromów miał być podstawą polskiej obrony przeciwlotniczej szczebla VSHORAD. Niestety brak docelowych pocisków przeciwlotniczych do rakietowej Loary (o czym kiedyś napiszę artykuł) spowodował, że program został zamknięty po wyprodukowaniu prototypu, a w miejsce Loary zdecydowano się na modernizację Szyłek do wersji Biała oraz stworzenie Hibnerytów, które początkowo nie różniły się wyglądem od używanych na Bliskim Wschodzie guntrucków. 

Obecnie jednak, w dobie rozwoju bezzałogowych statków latających oraz precyzyjnej amunicji artyleryjskiej, konieczne jest stworzenie własnego systemu przeciwlotniczego, który byłby zdolny do zwalczania nie tylko śmigłowców (głównie), ale również do ochrony przed UAV, jak i do możliwości wypełniania zadań C-RAM. A tutaj kaliber 23 mm nie wystarczy, dlatego też cały pojazd musi całkowicie nowy. Część klocków w postaci armaty automatycznej kalibru 35 mm i pocisków przeciwlotniczych Grom / Grom-M już mamy dostępne. Ważny jest za to docelowy nośnik oraz koncepcja kształtu i działania pojazdu przeciwlotniczego.

W tym wypadku HSW zaprezentował na zeszłorocznym MSPO zminiaturyzowany model nowej Loary. Koncepcja generalnie pozostała niezmieniona w porównywaniu z oryginału, ale cały projekt został mocno odświeżony - poza nowym nośnikiem w postaci UPG-NG proponowano wieżę bezzałogową oraz nowe systemy radarowe do namierzania celów oraz kierowania ogniem. I jak dowiedziałem ostatnio, koncepcja Loary-NG będzie forsowana przez PIT-RADWAR w MON-ie.


Pomniejszony model Loary NG / fot. Marcin Niedbała

Koncepcja Loary 2 jest przekonywująca szczególnie dla tych osób, które pragnęłyby reaktywacji zestawu przeciwlotniczego pochodzącego z późnych lat 90. (a koncepcyjnie nawet z lat 60.), a nie widzą przy tym innych pomysłów na rozwiązanie problemu nowoczesnego SPAAG. Jednak ten pomysł jakoś mnie nie przekonywuje. W całej koncepcji można zauważyć cztery podstawowe problemy:

- rozdzielenie zadań pomiędzy pojazd artyleryjski i pojazd rakietowy, czego skutkiem jest osłabienie zdolności pododdziału OPL niewyposażonego w któryś z podanych pojazdów

- hipotetycznie bardzo wysoki koszt opracowania i produkcji pojazdu, spowodowany głównie przez planowaną obecność aż dwóch radarów przeciwlotniczych (śledzącego i wczesnego wykrywania) na każdym pojeździe

- brak docelowych przeciwlotnicznych pocisków rakietowych pośredniego zasięgu (10 - 15 km) do pojazdu rakietowego

- brak modułowości systemu przeciwlotniczego - Loara dostosowana byłaby tylko do podwozi gąsienicowych, charakteryzujących się wysoką DMC (w tym wypadku mam na myśli podwozie od Kraba).

Dlatego też alternatywą byłby tani samobieżny zestaw przeciwlotniczy, uzbrojony zarówno w armatę przeciwlotniczą kalibru 35 mm, jak i obecnie dostępne pociski przeciwlotnicze Grom / Grom-M, który bazowałby na dowolnym nośniku samobieżnym. Nad takim systemem już kiedyś pracowaliśmy, a nazywał się Sopel.


Artyleryjsko-rakietowy samobieżny zestaw przeciwlotniczy Sopel


Sopel-NG



W porównaniu do pierwowzoru musiałoby zostać zmienione... wszystko.

Najważniejszym elementem jest tu wieża, w której zostałoby umieszczone uzbrojenie. Sopel był oczywiście dostosowany pod montaż armaty przeciwlotniczej KDA kalibru 35 mm, ale po ponad 20 lat można stwierdzić, że lepszym rozwiązaniem byłaby nowa, bezzałogowa wieża. Pod kątem kosztów opracowania najbardziej opłacalne jest zaadaptowanie do tego celu okrętowego systemu artyleryjskiego o nazwie Tryton - podobnie jak to miało miejsce z oryginalnym Soplem, wzorowanym na okrętowym Wróblu. Tryton został skonstruowany na potrzeby niszczycieli min Kormoran jako ich główne uzbrojenie, ale testy wieży były przeprowadzane na korwecie zwalczania okrętów podwodnych Kaszub. Teoretycznie zatem jest szansa, aby Tryton wyparł zestawy Wróbel z uzbrojenia okrętów Marynarki Wojennej. 

Ale wrócę do tematu "Sopla-NG".

Głównym celem powinno być, aby dany system artyleryjsko-rakietowy był całkowicie modułowy. Tryton, dzięki optymalnej masie wieży, wynoszącej 3300 kg, będzie mógł zostać bez problemu zastosowany na dowolnym nowoczesnym nośniku kołowym lub gąsienicowym, zaś odrzut głównego uzbrojenia, wynoszący tylko 29,4 kN, nie będzie przeszkadzał w jej użyciu również na pojazdach o DMC do 20 ton. Co więcej, istniejąca platforma morska byłaby dobrym rozwiązaniem pod stworzenie dodatkowo systemu półstacjonarnego, będącego odpowiednikiem niemieckiego Skyshielda.

Do tego trzeba się pochylić nad tym problemem radarów w baterii ogniowej. Jak już wcześniej wspomniałem, Loara 2 posiadałaby aż dwa radary dozoru powietrznego - jeden odpowiadający za wczesne wykrywanie zagrożeń, oparty na ZDPSR Bystra, zaś drugi służyłby za kierowanie ogniem uzbrojenia. Takie posunięcie ze strony PIT-RADWAR-u świadczy o tym, żeby celowo planują zawyżyć cenę produktu, niewspółmiernie do jego możliwości. Radar wczesnego wykrywania jest całkowicie zbędny na każdym pojeździe, zaś Bystra już istnieje w wersji samobieżnej. 


Turecki system przeciwlotniczy Korkut

W tym wypadku dobrym wzorcem jest świeżo co wprowadzony do służby turecki Korkut - tam pojazd przeciwlotniczy jest wyposażony w głowicę optoelektroniczną i radar kierowania ogniem, zaś radar wczesnego ostrzegania i dodatkowa głowica są umieszczone na oddzielnym pojeździe, który przypada 1 na całą baterię ogniową. 

Wracając do Trytona, jego jedynym poważnym minusem byłaby wysokość samej wieży, wynosząca aż 1705 mm (bez uwzględnienia wystających przyrządów celowniczych), czyli jest to ponad 2 razy więcej od wież używanych standardowo w wozach bojowych. 

Ponadto do zastosowanej armaty automatycznej kalibru 35 mm dodane zostałyby wyrzutnie pocisków przeciwlotniczych Grom / Grom-M. Jednak rakiety o zasięgu do 5 - 6 km powielają w znacznym stopniu osiągi armaty kalibru 35 mm, a więc będą zaniżały potencjalne możliwości kompletnego systemu przeciwlotniczego. Dlatego też "Sopel-NG" docelowo powinien otrzymać pociski przeciwlotnicze o większym zasięgu (10 - 15 km) i pułapie (min. 5000 m). Niestety z racji skąpego pod tym względem rynku potrzebne jest opracowanie tych pocisków własnymi siłami.

I "the last but not least" - jak Amerykanie ostatnio pokazali na AUSA 2017 ważne dla takiego samobieżnego zestawu przeciwlotniczego jest również wyposażenie go w systemy służące do niefizycznego zwalczania dronów. Uzbrojenie "Sopla-NG" w AUDS jest moim zdaniem konieczny, biorąc pod uwagę to, że zapas amunicji w Trytonie jest niewielki (200 pocisków kalibru 35 mm).


Wóz dowodzenia baterią / plutonem przeciwlotniczym



Poważnym niedostatkiem w konstrukcji Trytona jest brak integralnej głowicy optoelektronicznej. Dlatego też na potrzeby wyposażenia modułu ogniowego w jego skład powinien wejść wóz dowodzenia. Wzorowałby się on na rozwiązaniu zastosowanym w przypadku Blendy i Noteci - otóż w jego wyposażenie wchodziłaby głowica optoelektroniczna ZGS-158 (używana oryginalnie przy Trytonie) w zestawie z radarem śledzącym. To rozwiązanie pozwoli na śledzenie celów znajdujących się w odległości do 29 km (w przypadku pocisków rakietowych zasięg skuteczny spadłby teoretycznie do ok. 9 km, zaś moździerzowych i niewielkich dronów - ok. 5 km). Co więcej radar śledzący miałby również możliwość pełnienia roli radaru wczesnego wykrywania, ale jego zasięg skuteczny wynosiłby wtedy 17 km (we wspomnianych wcześniej warunkach jest to tylko 5 i 3 km).


Wóz dowodzenia WD-35 - przeznaczony do użytku w systemie OPL Noteć

Oznacza to, że omawiany system OPL musi zostać wsparty przez dedykowany radar wczesnego wykrywania. A kandydatami są tutaj eksploatowana obecnie Soła oraz planowana do wdrożenia Bystra. Dzięki nim zasięg wykrywania pocisków rakietowych przez baterię przeciwlotniczą wzrósłby do 16 (dla Soły) lub 25 km (dla Bystrej). Dla maksymalnej skuteczności radar wczesnego wykrywania powinien znaleźć się na wyposażeniu każdej baterii przeciwlotniczej, spięty z jej wozem dowodzenia.

Mimo wszystko tylko jedna głowica przypadająca na cały moduł ogniowy sprawia, że tenże moduł posiada w trybie autonomicznym tylko jeden kanał ogniowy (tj. może zwalczać jednocześnie tylko jeden obiekt). Z tego to powodu sama konstrukcja wieży powinna być lekko zmodyfikowana w celu montażu głowicy ZGS-158 na każdym pojeździe przeciwlotniczym przy wciąż zachowanej maksymalnej pasywizacji efektorów. Dzięki temu wzrosłaby ilość kanałów ogniowych, jak również każdy z zestawów przeciwlotniczych posiadałby możliwość samodzielnego śledzenia celów w odległości do 12 km. Jednocześnie wskazane jest, aby powstał pewien zapas modernizacyjny w celu możliwości ewentualnego wyposażenia SPAAG również we wspomniane wcześniej radary śledzące.


Podsumowanie



"Sopel-NG" w moim mniemaniu byłby ekonomicznym zamiennikiem dla "czołgów przeciwlotniczych" jako rozwiązania do ochrony pododdziałów pancerno-zmechanizowanych głównie przed dronami, amunicją artyleryjską i lotniczą. 

Struktura baterii ogniowej tych SPAAG nie różniłaby się od tego, co jest obecnie w pododdziałach wyposażonych w ZSU-23-4MP. Składałaby się ona bowiem z:

- 4 artyleryjsko-rakietowych zestawów przeciwlotniczych, 
- wozu dowodzenia OPL
- radaru wczesnego wykrywania ZDPSR Soła lub Bystra 

Dodatkowo bateria mogłaby zostać uzupełniona o co najmniej jedną drużynę przeciwlotniczą z przenośnymi systemami przeciwlotniczymi Grom / Grom-M, a całość zostałaby spięta z wykorzystaniem systemu dowodzenia OPL Łowcza-Rega.

Jednak omówiony w tym artykule zestaw przeciwlotniczy opłacalny byłby głównie jako osłona dla jednostek wyposażonych w gąsienicowe BWP i czołgi na szczeblu batalionu i ewentualnie brygady. W przypadku jednostek zmotoryzowanych jeszcze tańszą, ale równie skuteczną opcją byłoby posadzenie artyleryjskich zestawów przeciwlotniczych San (A-35 / AG-35) na podwoziu samochodu ciężarowego. Ale alternatywą dla tego jest również wykorzystanie systemu Tryton w wersji kontenerowej, co zresztą było pokazywane w wizualizacjach PIT-RADWAR-u.

Na upartego jednak transportery piechoty mogłyby samodzielnie zapewnić sobie obronę przeciwlotniczą, niemniej problemami byłyby ograniczony kąt podniesienia lufy w HITFIST-30P i ZSSW-30, wynoszący 60° oraz brak sprzężenia z przeciwlotniczym SKO. Dla porównania kąt podniesienia lufy w Trytonie wynosi aż 85°. Dlatego też niezbędne jest wyposażenie naszej armii w nowoczesne samobieżne zestawy przeciwlotnicze.

Bibliografia

Wielki powrót Loary czyli Loara Nowej Generacji (dziennikzbrojny.pl)
System automatycznej armaty morskiej AM-35 – nie tylko dla Marynarki Wojennej? (defence24.pl)
RSKu-253 dla artylerii (altair.com.pl)
Soła - radar bezpośredniej obrony (defence24.pl)