Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grom. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 maja 2018

O artylerii cz. III: Przeciwlotniczy pocisk rakietowy Błyskawica

Dzisiaj omówię temat zapomnianego (i to całkiem szybko) programu stworzenia przeciwlotniczego pocisku rakietowego krótkiego zasięgu o nazwie Błyskawica. W swoich założeniach Błyskawica miała być niskokosztowym i prostym w budowie pociskiem przeciwlotniczym, który miał stanowić podstawą krajowej obrony przeciwlotniczej, dlatego też miał być on opracowany i produkowany samodzielnie przez polski przemysł.


Demonstrator rakietowego pocisku przeciwlotniczego Błyskawica

Omówienie i budowa Błyskawicy

Zgodnie z założeniami Błyskawica miała być krajowym odpowiednikiem rosyjskich zestawów przeciwlotniczych Tunguska i Pancyr. Z tego powodu budowa pocisku rakietowego była podobna do używanych w Rosji rakiet 9M311 i 57E6.

Podobnie jak w rosyjskich odpowiednikach rakietowy pocisk przeciwlotniczy jest dwustopniowy. Stopniem startowym jest booster o średnicy 171 mm, średnim ciągu 28,78 kN oraz impulsowi całkowitemu 69,07 kNs, który rozpędza pocisk przeciwlotniczy do prędkości 1280 m/s w czasie 2,4 sekundy. Po osiągnięciu zakładanej prędkości dochodzi do odłączenia boostera i dalszy lot jest kontynuowany przez stopień marszowy, który nie posiada własnego napędu. Z tego powodu jego zdolności do manewrowania się uzależnione wyłącznie od powierzchni nośnych stateczników, dlatego też rozpiętość stateczników drugiego stopnia wynosi aż 314 mm przy średnicy wynoszącej 91 mm i dodatkowo powierzchnie nośne były w układzie kaczki. Na podstawie dostępnych informacji można również ustalić, że masa całkowita pocisku wynosiła 69 kg, z czego:

- stopień marszowy miał ważyć około 25 kg
- paliwa w stopniu startowym ważyło 29,76 kg
- pusty stopień startowy ważył prawdopodobnie około 14 kg

Nieznana jest za to masa docelowa głowicy bojowej, która miała się znajdować w stopniu marszowym, jednak ze względu na wczesne zarzucenie prac nad Błyskawicą (poziom IV / V) prawdopodobnie sami konstruktorzy mogą nie znać tej wartości.



W celu obniżenia kosztów produkcji pocisku Błyskawica nie posiadała własnej głowicy samonaprowadzającej i przez to naprowadzanie odbywało się za pomocą komend radiowych pochodzących z wyrzutni, a poprawki w locie rakiety były wnoszone na podstawie odczytów z radaru kierowania ogniem, wchodzącego w skład naziemnej wyrzutni. Zaletą takiego pocisku - poza ceną - była możliwość zwalczania szybko poruszających się celów przy braku ryzyka wcześniejszego wykrycia pocisku. Ale z drugiej strony wadą było to, że jak się nie wykryło nadlatującego pocisku, to można było wykryć wyrzutnię z powodu pracującego radaru kierowania ogniem. A to sprawiało, że działanie Błyskawicy (jako zestawu rakietowego) w ramach bliskiej obrony przeciwlotniczej pododdziałów lądowych mogło być ryzykowne.

A Błyskawica właśnie miała zgodnie z planami służyć jako podstawowy pocisk przeciwlotniczy dla pododdziałów przeciwlotniczych szczebla brygady. Dzięki swoim parametrom miał to być ogromny skok względem tego, co obecnie oferuje tandem Grom + ZU-23-2, a jednocześnie brygady Wojsk Lądowych otrzymałyby w końcu dobry środek do obrony przed śmigłowcami i samolotami lecącymi na średnich wysokościach (w tym i szturmowymi). Dodatkowo ważną informacją, o czym się nie wspomina, jest to, że Błyskawica mogła teoretycznie służyć za uzupełnienie Patriotów w zadaniach punktowej obrony przeciwrakietowej. Niestety jednak parametry rakiety uniemożliwiały lub bardzo utrudniały zwalczanie celów lecących na niskiej lub bardzo niskiej wysokości (wysokość minimalna lotu Błyskawicy wynosiła 230 m), jak również na dużej (pułap 10800 m). Mimo wszystko mogło to wystarczać do obrony lotnisk i punktów dowodzenia przed amunicją szybującą i pociskami manewrującymi. Co więcej, w zależności od parametrów radaru kierowania ogniem Błyskawica mogła służyć również do obrony przed pociskami rakietowymi mniejszego kalibru, w tym i do samoobrony przed pociskami przeciwradiolokacyjnymi.

Pierwotnie zakładano, że Błyskawica będzie stanowiła element modernizacji rakietowych zestawów obrony przeciwlotniczych 9K33 Osa. Pocisk ten bowiem charakteryzował się znacznie mniejszą masą od 9M33M3 przy jednocześnie wyższych parametrach zwalczania celów i większym zasięgu. Dodatkowo Błyskawica, podobnie jak Osa, była naprowadzana radiokomendowo, dzięki czemu nie trzeba było wprowadzać poważnych zmian w konstrukcji wyrzutni.


Porównanie parametrów Błyskawicy z 9M33 Osa i ukraińskim pociskiem T-382, proponowanym w ramach własnej modernizacji wyrzutni typu Osa

Mimo wszystko do Błyskawicy musiałby zostać i tak opracowany docelowy nośnik. Konstruktorzy prawdopodobnie nie chcieli się wykazać zbytnią kreatywnością, przez co Samobieżny Zestaw Rakiet Przeciwlotniczych "Błyskawica" za bardzo przypominał rosyjskiego Pancyra. Różnica była jednak taka, że planowano go osadzić na podwoziu Hipopotama, a nie samochodu ciężarowego oraz wieża miała być uzbrojona wyłącznie w wyrzutnie pocisków rakietowych w liczbie 8 sztuk. Wadą takiego rozwiązania było duże pole martwe, które rosyjscy konstruktorzy wyeliminowali w swoich projektach poprzez dodanie armat automatycznych, które miały służyć jako uzupełnienie rakiet. 


Nie można wykluczyć modułowości wieży, co oznaczałoby, że gdyby projekt byłby kontynuowany, to Błyskawica pojawiłaby się również na podwoziu gąsienicowym (docelowo PK9) w tandemie z Loarą (tak, ona jeszcze żyje) lub właśnie na podwoziu samochodu ciężarowego o dużej ładowności. Ponadto na potrzeby ochrony lotnisk i innych ważnych obiektów opłacalnym rozwiązaniem mogło być opracowanie półstacjonarnej wyrzutni, osadzonej na przyczepie, wzorem szwedzkiego RBS-23 BAMSE.

Najważniejszym pytaniem jest to, czy konstruktorzy zakładali, czy Błyskawica mogła podobno jak swój pierwowzór prowadzić ogień z wykorzystaniem wyłącznie środków optoelektronicznych. Skutkowałoby to co prawda pogorszeniem możliwości w ilości zwalczanych celów (ograniczyłoby to do eliminacji pojedynczych celów wobec 2 do 4 celów przy pracującym radarze), ale w zamian w określonych sytuacjach istniałaby możliwość całkowitej pasywizacji wyrzutni w zamian za zwiększenie poziomu bezpieczeństwa jej pracy.

Mimo wszystko jednak prace nad Błyskawicą zarzucono po 4 latach od ich rozpoczęcia. Było to spowodowane planowym zakończeniem pracy rozwojowej, która była finansowana w ramach NCBiR. Nie można też wykluczyć, że mogło to być też spowodowane zarówno zmianą koncepcji obrony przeciwlotniczej (w międzyczasie rozpoczęto program Narew) - Błyskawica była bowiem tworzona pod stanowiący już alternatywną historię system Tarczy Polski, gdzie miała uzupełniać 12 baterii Patriotów, które wtedy były nam proponowane przez Niemców. Ze względu na obecną sytuację z programem Wisła ówczesna rezygnacja z pomysłu kupna tych wyrzutni z niemieckiego demobilu oraz ich modernizację do ówczesnego standardu za łączną kwotę ok. 5 mld PLN* okazuje się być ogromnym błędem. A tak w innym wypadku Patrioty już znajdowałyby się na wyposażeniu Wojsk Obrony Przeciwlotniczej, zaś temat Wisły (o ile by nadal istniał) ograniczałby się ewentualnie do dalszego upgrade'u rakietowego systemu obrony przeciwlotniczej średniego zasięgu. Zarzucenie Błyskawicy mogło być również spowodowane zmianą oczekiwań wobec samego pocisku przy ograniczonych środkach finansowych. Demonstrator bowiem osiągał donośność ok. 16,5 km i pułap 10,8 km przy ówczesnych założeniach 12 km donośności i 6 km pułapu. Po zmianie wymagań Błyskawica miała osiągać dystans 20 km przy pułapie 10 km, a to przy dotychczasowym boosterze i paliwie nie było możliwe do wykonania.

 Ostatecznie, jeśli chodzi o próby, to udało się przetestować jedynie stopień startowy z makietą stopnia marszowego. A to oznacza, że nie opracowano prototypu stopnia marszowego, ani nie przetestowano systemu naprowadzania pociskiem. Lecz to drugie polski przemysł i tak nie był i nie jest w stanie opracować samemu.

Jak mógł się potoczyć program badawczo-rozwojowy?

A teraz przyjmijmy temat historii alternatywnej, czyli jakby się potoczył temat Błyskawicy, gdyby została reaktywowana lub program trwałby dalej. Gdyby udało się zachować wymagania zgodne z rzeczywistymi parametrami pocisku, to na pewno ruszyły prace nad prototypem części marszowej. Teoretycznie to ona byłaby mniej kłopotliwa do skonstruowania od boostera, ale jedno poważne "ale". Problem jest bowiem taki, że polski przemysł nigdy nie produkował pocisku przeciwlotniczego naprowadzanego radiokomendowo, a to oznacza, że konieczne byłoby w tym wypadku zawiązanie współpracy z UkrOboronoPromem ws. tematu naprowadzania.


Koncepcja Samobieżnego Zestawu Rakiet Przeciwlotniczych "Błyskawica"

Po opracowaniu pierwszej docelowej odmiany Błyskawicy (którą omówiłem wcześniej) temat rozwoju polskich przeciwlotniczych pocisków rakietowych można było teoretycznie pociągnąć w dwie strony. Błyskawica bowiem z racji swojej budowy mogła się charakteryzować bardzo dużą podatnością modernizacyjną, która zakładałaby wymianę boostera lub właściwego pocisku. Dzięki temu koszty modyfikacji całego pocisku byłyby znacznie mniejsze od tego, co daje pocisk jednostopniowy.

Pierwszy kierunek, rozwijający koncept Błyskawicy, zakładałby poprawę parametrów pocisku lub zastosowanie naprowadzania track-via-missile w pocisku. 

W przypadku tego pierwszego najbardziej prawdopodobna byłaby wymiana boostera lub wykorzystanie w nim lepszego paliwa rakietowego. Ze względu na rozmiary całego pocisku, booster mógł jedynie "utyć" (maksymalnie do średnicy 210 mm) po to, żeby nie mogło to wpłynąć na możliwość przenoszenia pocisków na wyrzutniach 9K33. 

Dzięki temu można teoretycznie skrócić booster o około 0,5 metra, dzięki czemu długość całego pocisku zmniejszyłaby się do około 2,65 m. Z drugiej strony nie można jednak wykluczyć, że ze względu na zmienioną aerodynamikę konieczne byłoby zwiększenie ciągu silnika startowego, co pociągnęłoby za sobą wiele zmian w konstrukcji pierwszego stopnia. Inną opcją byłoby zachowanie dotychczasowej długości stopnia startowego, co skutkowałoby zwiększeniem ilości paliwa o połowę, jak i zwiększeniem masy samego pocisku. Podobnie jak przy skróceniu konieczna byłaby zmiana w konstrukcji pierwszego stopnia, ale w zamian efektem byłaby większa donośność i pułap rakiety. 


RBS-23 BAMSE
Szwedzki odpowiednik Pancyra

Dodatkowo niezależnie od kierunku zmian w konstrukcji boostera taki pocisk jak Błyskawica może osiągać większe prędkości startowe, co automatycznie będzie się przekładał na możliwość przechwytywania szybszych obiektów latających. Pomimo obecnych niedomagań teoretycznie to właśnie szybkie rakiety przeciwlotnicze z beznapędowym stopniem marszowym będą mieć w najbliższym czasie technicznie największe szanse na zwalczanie hipersonicznych pocisków manewrujących (tj. poruszających się z prędkością powyżej 1700 m/s) i nie można wykluczyć, że to w tym kierunku może być skierowany rozwój konwencjonalnej obrony przeciwrakietowej.

W przypadku tego drugiego mówimy za to o wymianie stopnia marszowego, bowiem przy naprowadzaniu track-via-missile wymagana jest obecność odbiornika radiolokacyjnego w nosie rakiety. Taki pocisk charakteryzowałby się większą celnością przy zwalczaniu celów latających, dzięki czemu zapalnik zbliżeniowy, który miał się znajdować razem z zapalnikiem kontaktowym w oryginalnej Błyskawicy, nie byłby już koniecznością. Dodatkowo zmiany w stopniu marszowym polegałyby prawdopodobnie również na usunięciu części głowicy bojowej, która miała odpowiadać za rażenie zwalczanego celu odłamkami. Skutkiem takiej modyfikacji byłoby stworzenie droższego, ale smuklejszego członu marszowego, który rozmiarem byłby porównywalny do jednostopniowego pocisku typu Grom / Piorun. Lecz mimo wszystko do opracowania takiego pocisku wciąż niezbędna byłaby pomoc przemysłu ukraińskiego (i to znacznie większa niż przy naprowadzaniu radiokomendowym), gdyż polski przemysł nigdy nie pracował nad rakietami przeciwlotniczymi naprowadzanymi półaktywnie (SARH).

Drugi, bardziej korzystny dla nas sposób, to byłoby stworzenie klasycznego, dwustopniowego pocisku przeciwlotniczego naprowadzanego termicznie o donośności co najmniej 20 km. 

Z racji tego, że doświadczenie MESKO w produkcji przeciwlotniczych pocisków samonaprowadzających ograniczało się jedynie do produkcji amunicji naprowadzanej termicznie (9M31, 9M32M, R-3S i Grom), to taki pocisk mógłby być opracowany w znacznej mierze samodzielnie przez polski przemysł. Co więcej, taki pocisk mógłby mieć funkcją LOAL, dzięki czemu możliwa byłaby pasywizacja wyrzutni rakietowej (w tym i możliwość jej osadzenia nawet na zwykłej ciężarówce). Dodatkowo przy takim pocisku konieczne byłoby zastosowanie silnika również w stopniu marszowym, dzięki czemu mógłby wzrosnąć zasięg i pułap zwalczania celów za pomocą tego pocisku. Z drugiej strony jednak faktycznie taki pocisk powinien zostać opracowany od zera w celu minimalizacji strefy martwej, a dodatkowo konieczne byłoby opracowanie nowego seekera IR na bazie istniejącego w Gromie, bowiem obecnie używany byłby bezużyteczny wobec temperatury generowanej przez opór powietrza wobec pocisku lecącego ze znacznie większą prędkością od Groma.

Podsumowanie

Wracając do zakończenia, Błyskawica szybko dokonała swojego żywota, jak to wiele innych projektów finansowanych przez MNiSW. MESKO nie byłoby w stanie samemu opracować pocisku naprowadzanego radiokomendowo, dlatego tutaj w dalszych pracach była niezbędna pomoc Ukraińców. 

Ze względu na te trudności odpowiedzią przemysłu było opracowaniu koncepcji pocisku o nazwie PK-6. Taki pocisk polski przemysł byłby w stanie stworzyć samemu, lecz to już byłby odpowiednik szwedzkiego RBS-70 lub rosyjskiego 9M337 Sosna - krótszego, ale o mniejszym zasięgu i mniejszej prędkości startowej. Z drugiej strony niezrozumiałe jest to, dlaczego TELESYSTEM nie opracował wcześniej produktu postlicencyjnego, bazującego na pocisku 9M31 / 9M31M Strzała-1, który w ramach licencji był produkowany w Skarżysku tak, jak to zrobił z Gromem, który bazował przecież na licencji pocisku 9M39 Igła-1E, uzyskanej przez ZM Skarżysko w połowie lat 80. Taki pocisk nie byłby co prawda naszym spełnieniem marzeń, ale mógłby być dalej rozwijany w celu zwiększania jego możliwości. Oraz właśnie taki pocisk najprawdopodobniej stanowiłby jeden z elementów uzbrojenia systemu Poprad (obok Groma / Pioruna) i stanowiłby realne uzupełnienie obecnie stosowanych systemów VSHORAD.


Koncepcja rakietowego pocisku przeciwlotniczego PK-6

Niestety Błyskawica jest przykładem, że pewne rzeczy trzeba rozwijać dalej, niż przewiduje to okres realizacji pracy rozwojowej. I nie leży w tym wina NCBiR-u, ani podmiotów odpowiedzialnych za opracowanie danych produktów. Po prostu czasem brakuje długofalowej wizji rozwoju przemysłu, swego rodzaju "mapy drogowej" według której PPO mógłby stawać się co raz bardziej konkurencyjny. Czasem brakuje też woli finansowej, nawet jeśli pieniądze leżą na stole i czekają na ich wzięcie w zamian za sprzedaż własnego produktu. A to wszystko sprawia, że PR otaczający polską zbrojeniówkę jest taki, a nie inny. I ten PR nie jest generowany przez osoby postronne, tylko przez osoby znajdujące się wewnątrz przemysłu. Takich przykładów jest mnóstwo, aczkolwiek wiele z nich jest też winą wojskowych lub polityków, wobec których przemysł próbuje się dostosować.

Ale jest to artykuł o Błyskawicy. Historię alternatywną jej potencjalnego rozwoju starałem się jak najlepiej opisać, choć w temacie rakietowej OPL jestem laikiem. A w sumie gdyby Błyskawica zaistniała (i nie tylko ona), została wdrożona jej produkcja, to PGZ miałby niepowtarzalną okazję oferowania elementów kompleksowej obrony przeciwlotniczej pododdziałów lądowych, prawdopodobnie wpiętych w jeden, wspólny system. Ale to może opiszę w innym artykule.

Uwagi

(*) Cena dotyczyła tylko zakupu wyrzutni, radarów i części pocisków (ponad 300 sztuk) w Niemczech oraz ich modernizację przez amerykańskiego Lockheeda Martina z pomocą polskiego przemysłu.

Bibliografia

- Tomasz Szulc, Nowa polska rakieta przeciwlotnicza, NTW 10/2012, s. 30-31
- T. Rasztabiga, K. Motyl, B. Zygmunt, R. Kaźmierczak, Koncepcja konstrukcji dwustopniowego naddźwiękowego pocisku rakietowego, Problemy Mechatroniki Uzbrojenie Lotnictwo Inżynieria Bezpieczeństwa 3/2014, s. 51-68
- Mirosław Gyurosi, Osa wciąż młoda, NTW 12/2008, s. 22-28
- Andrzej Kiński, Niemieckie Patrioty oferowane Polsce, NTW 3/2011, s. 30-31

środa, 25 października 2017

O artylerii, cz. I: Sopel Reaktywacja

Pora zaprezentować Wam początek kolejnej mojej serii artykułów tematycznych. Podejrzewam, że bardzo lubicie czytać o czołgach i tym podobnych, jednak z perspektywy unowocześniania Wojska Polskiego, jak i eliminacji pewnych mitów bardzo ważnym wątkiem jest artyleria. A co więcej, już kilka artykułów napisanych tutaj na blogu dotyczyło tematu "królowej bitew" lub znajdowały się blisko tego. Nie szacuję, ile artykułów napiszę, głównie mam na myśli ułożenie do porządku tego, co publikuję w tym miejscu.

Jednym z największych problemów naszej armii jest oczywiście obrona przeciwlotnicza. Co prawda w Programie Modernizacji Technicznej są zawarte programy Wisła oraz Narew, niemniej temat unowocześnienia środków przeciwlotniczych na szczeblu brygady jest całkowicie olewany. Tam obecnie prym wiodą wszelkiej maści zestawy przeciwlotnicze kalibru 23 mm, które nie są już uważane za skuteczne w zwalczaniu celów powietrznych, nie mówiąc już o dronach i zadaniach C-RAM. Do tej pory systemy te były modernizowane m.in. poprzez dodanie MANPADS oraz nowoczesnej amunicji, dzięki czemu pułap rażenia wzrósł z 1500 m do 2500 m dla zestawów stricte artyleryjskich lub do 3500 m w przypadku dodania rakiet. 

Mimo to jest to wciąż niewystarczające wobec istniejących potrzeb wojska. 

Najlepszym rozwiązaniem problem jest zastąpienie kalibru 23 mm w pierwszej linii kalibrem 35 mm. Ten kaliber jest już od jakiegoś czasu rozwijany w naszym kraju, czego skutkiem są opracowane holowane armaty przeciwlotnicze, używającej tej amunicji. A-35 / AG-35, bo o nim mowa, rozwiązałby temat holowanych ZU-23-2, jak również możliwe jest opracowanie wersji samobieżnej na podwoziu ciężarowym. Mimo to nie rozwiązuje to problemu następcy Szyłek i Białych. A dzisiejszy artykuł - pierwszy z tej serii - będzie poruszał właśnie ten problem.


Wspomnienie o Loarze



Wielu z Was zapewne pamięta bardzo dobrze artyleryjski samobieżny zestaw przeciwlotniczy Loara. Był on opracowywany od początku lat 90. jako następca Szyłek i obok Gromów miał być podstawą polskiej obrony przeciwlotniczej szczebla VSHORAD. Niestety brak docelowych pocisków przeciwlotniczych do rakietowej Loary (o czym kiedyś napiszę artykuł) spowodował, że program został zamknięty po wyprodukowaniu prototypu, a w miejsce Loary zdecydowano się na modernizację Szyłek do wersji Biała oraz stworzenie Hibnerytów, które początkowo nie różniły się wyglądem od używanych na Bliskim Wschodzie guntrucków. 

Obecnie jednak, w dobie rozwoju bezzałogowych statków latających oraz precyzyjnej amunicji artyleryjskiej, konieczne jest stworzenie własnego systemu przeciwlotniczego, który byłby zdolny do zwalczania nie tylko śmigłowców (głównie), ale również do ochrony przed UAV, jak i do możliwości wypełniania zadań C-RAM. A tutaj kaliber 23 mm nie wystarczy, dlatego też cały pojazd musi całkowicie nowy. Część klocków w postaci armaty automatycznej kalibru 35 mm i pocisków przeciwlotniczych Grom / Grom-M już mamy dostępne. Ważny jest za to docelowy nośnik oraz koncepcja kształtu i działania pojazdu przeciwlotniczego.

W tym wypadku HSW zaprezentował na zeszłorocznym MSPO zminiaturyzowany model nowej Loary. Koncepcja generalnie pozostała niezmieniona w porównywaniu z oryginału, ale cały projekt został mocno odświeżony - poza nowym nośnikiem w postaci UPG-NG proponowano wieżę bezzałogową oraz nowe systemy radarowe do namierzania celów oraz kierowania ogniem. I jak dowiedziałem ostatnio, koncepcja Loary-NG będzie forsowana przez PIT-RADWAR w MON-ie.


Pomniejszony model Loary NG / fot. Marcin Niedbała

Koncepcja Loary 2 jest przekonywująca szczególnie dla tych osób, które pragnęłyby reaktywacji zestawu przeciwlotniczego pochodzącego z późnych lat 90. (a koncepcyjnie nawet z lat 60.), a nie widzą przy tym innych pomysłów na rozwiązanie problemu nowoczesnego SPAAG. Jednak ten pomysł jakoś mnie nie przekonywuje. W całej koncepcji można zauważyć cztery podstawowe problemy:

- rozdzielenie zadań pomiędzy pojazd artyleryjski i pojazd rakietowy, czego skutkiem jest osłabienie zdolności pododdziału OPL niewyposażonego w któryś z podanych pojazdów

- hipotetycznie bardzo wysoki koszt opracowania i produkcji pojazdu, spowodowany głównie przez planowaną obecność aż dwóch radarów przeciwlotniczych (śledzącego i wczesnego wykrywania) na każdym pojeździe

- brak docelowych przeciwlotnicznych pocisków rakietowych pośredniego zasięgu (10 - 15 km) do pojazdu rakietowego

- brak modułowości systemu przeciwlotniczego - Loara dostosowana byłaby tylko do podwozi gąsienicowych, charakteryzujących się wysoką DMC (w tym wypadku mam na myśli podwozie od Kraba).

Dlatego też alternatywą byłby tani samobieżny zestaw przeciwlotniczy, uzbrojony zarówno w armatę przeciwlotniczą kalibru 35 mm, jak i obecnie dostępne pociski przeciwlotnicze Grom / Grom-M, który bazowałby na dowolnym nośniku samobieżnym. Nad takim systemem już kiedyś pracowaliśmy, a nazywał się Sopel.


Artyleryjsko-rakietowy samobieżny zestaw przeciwlotniczy Sopel


Sopel-NG



W porównaniu do pierwowzoru musiałoby zostać zmienione... wszystko.

Najważniejszym elementem jest tu wieża, w której zostałoby umieszczone uzbrojenie. Sopel był oczywiście dostosowany pod montaż armaty przeciwlotniczej KDA kalibru 35 mm, ale po ponad 20 lat można stwierdzić, że lepszym rozwiązaniem byłaby nowa, bezzałogowa wieża. Pod kątem kosztów opracowania najbardziej opłacalne jest zaadaptowanie do tego celu okrętowego systemu artyleryjskiego o nazwie Tryton - podobnie jak to miało miejsce z oryginalnym Soplem, wzorowanym na okrętowym Wróblu. Tryton został skonstruowany na potrzeby niszczycieli min Kormoran jako ich główne uzbrojenie, ale testy wieży były przeprowadzane na korwecie zwalczania okrętów podwodnych Kaszub. Teoretycznie zatem jest szansa, aby Tryton wyparł zestawy Wróbel z uzbrojenia okrętów Marynarki Wojennej. 

Ale wrócę do tematu "Sopla-NG".

Głównym celem powinno być, aby dany system artyleryjsko-rakietowy był całkowicie modułowy. Tryton, dzięki optymalnej masie wieży, wynoszącej 3300 kg, będzie mógł zostać bez problemu zastosowany na dowolnym nowoczesnym nośniku kołowym lub gąsienicowym, zaś odrzut głównego uzbrojenia, wynoszący tylko 29,4 kN, nie będzie przeszkadzał w jej użyciu również na pojazdach o DMC do 20 ton. Co więcej, istniejąca platforma morska byłaby dobrym rozwiązaniem pod stworzenie dodatkowo systemu półstacjonarnego, będącego odpowiednikiem niemieckiego Skyshielda.

Do tego trzeba się pochylić nad tym problemem radarów w baterii ogniowej. Jak już wcześniej wspomniałem, Loara 2 posiadałaby aż dwa radary dozoru powietrznego - jeden odpowiadający za wczesne wykrywanie zagrożeń, oparty na ZDPSR Bystra, zaś drugi służyłby za kierowanie ogniem uzbrojenia. Takie posunięcie ze strony PIT-RADWAR-u świadczy o tym, żeby celowo planują zawyżyć cenę produktu, niewspółmiernie do jego możliwości. Radar wczesnego wykrywania jest całkowicie zbędny na każdym pojeździe, zaś Bystra już istnieje w wersji samobieżnej. 


Turecki system przeciwlotniczy Korkut

W tym wypadku dobrym wzorcem jest świeżo co wprowadzony do służby turecki Korkut - tam pojazd przeciwlotniczy jest wyposażony w głowicę optoelektroniczną i radar kierowania ogniem, zaś radar wczesnego ostrzegania i dodatkowa głowica są umieszczone na oddzielnym pojeździe, który przypada 1 na całą baterię ogniową. 

Wracając do Trytona, jego jedynym poważnym minusem byłaby wysokość samej wieży, wynosząca aż 1705 mm (bez uwzględnienia wystających przyrządów celowniczych), czyli jest to ponad 2 razy więcej od wież używanych standardowo w wozach bojowych. 

Ponadto do zastosowanej armaty automatycznej kalibru 35 mm dodane zostałyby wyrzutnie pocisków przeciwlotniczych Grom / Grom-M. Jednak rakiety o zasięgu do 5 - 6 km powielają w znacznym stopniu osiągi armaty kalibru 35 mm, a więc będą zaniżały potencjalne możliwości kompletnego systemu przeciwlotniczego. Dlatego też "Sopel-NG" docelowo powinien otrzymać pociski przeciwlotnicze o większym zasięgu (10 - 15 km) i pułapie (min. 5000 m). Niestety z racji skąpego pod tym względem rynku potrzebne jest opracowanie tych pocisków własnymi siłami.

I "the last but not least" - jak Amerykanie ostatnio pokazali na AUSA 2017 ważne dla takiego samobieżnego zestawu przeciwlotniczego jest również wyposażenie go w systemy służące do niefizycznego zwalczania dronów. Uzbrojenie "Sopla-NG" w AUDS jest moim zdaniem konieczny, biorąc pod uwagę to, że zapas amunicji w Trytonie jest niewielki (200 pocisków kalibru 35 mm).


Wóz dowodzenia baterią / plutonem przeciwlotniczym



Poważnym niedostatkiem w konstrukcji Trytona jest brak integralnej głowicy optoelektronicznej. Dlatego też na potrzeby wyposażenia modułu ogniowego w jego skład powinien wejść wóz dowodzenia. Wzorowałby się on na rozwiązaniu zastosowanym w przypadku Blendy i Noteci - otóż w jego wyposażenie wchodziłaby głowica optoelektroniczna ZGS-158 (używana oryginalnie przy Trytonie) w zestawie z radarem śledzącym. To rozwiązanie pozwoli na śledzenie celów znajdujących się w odległości do 29 km (w przypadku pocisków rakietowych zasięg skuteczny spadłby teoretycznie do ok. 9 km, zaś moździerzowych i niewielkich dronów - ok. 5 km). Co więcej radar śledzący miałby również możliwość pełnienia roli radaru wczesnego wykrywania, ale jego zasięg skuteczny wynosiłby wtedy 17 km (we wspomnianych wcześniej warunkach jest to tylko 5 i 3 km).


Wóz dowodzenia WD-35 - przeznaczony do użytku w systemie OPL Noteć

Oznacza to, że omawiany system OPL musi zostać wsparty przez dedykowany radar wczesnego wykrywania. A kandydatami są tutaj eksploatowana obecnie Soła oraz planowana do wdrożenia Bystra. Dzięki nim zasięg wykrywania pocisków rakietowych przez baterię przeciwlotniczą wzrósłby do 16 (dla Soły) lub 25 km (dla Bystrej). Dla maksymalnej skuteczności radar wczesnego wykrywania powinien znaleźć się na wyposażeniu każdej baterii przeciwlotniczej, spięty z jej wozem dowodzenia.

Mimo wszystko tylko jedna głowica przypadająca na cały moduł ogniowy sprawia, że tenże moduł posiada w trybie autonomicznym tylko jeden kanał ogniowy (tj. może zwalczać jednocześnie tylko jeden obiekt). Z tego to powodu sama konstrukcja wieży powinna być lekko zmodyfikowana w celu montażu głowicy ZGS-158 na każdym pojeździe przeciwlotniczym przy wciąż zachowanej maksymalnej pasywizacji efektorów. Dzięki temu wzrosłaby ilość kanałów ogniowych, jak również każdy z zestawów przeciwlotniczych posiadałby możliwość samodzielnego śledzenia celów w odległości do 12 km. Jednocześnie wskazane jest, aby powstał pewien zapas modernizacyjny w celu możliwości ewentualnego wyposażenia SPAAG również we wspomniane wcześniej radary śledzące.


Podsumowanie



"Sopel-NG" w moim mniemaniu byłby ekonomicznym zamiennikiem dla "czołgów przeciwlotniczych" jako rozwiązania do ochrony pododdziałów pancerno-zmechanizowanych głównie przed dronami, amunicją artyleryjską i lotniczą. 

Struktura baterii ogniowej tych SPAAG nie różniłaby się od tego, co jest obecnie w pododdziałach wyposażonych w ZSU-23-4MP. Składałaby się ona bowiem z:

- 4 artyleryjsko-rakietowych zestawów przeciwlotniczych, 
- wozu dowodzenia OPL
- radaru wczesnego wykrywania ZDPSR Soła lub Bystra 

Dodatkowo bateria mogłaby zostać uzupełniona o co najmniej jedną drużynę przeciwlotniczą z przenośnymi systemami przeciwlotniczymi Grom / Grom-M, a całość zostałaby spięta z wykorzystaniem systemu dowodzenia OPL Łowcza-Rega.

Jednak omówiony w tym artykule zestaw przeciwlotniczy opłacalny byłby głównie jako osłona dla jednostek wyposażonych w gąsienicowe BWP i czołgi na szczeblu batalionu i ewentualnie brygady. W przypadku jednostek zmotoryzowanych jeszcze tańszą, ale równie skuteczną opcją byłoby posadzenie artyleryjskich zestawów przeciwlotniczych San (A-35 / AG-35) na podwoziu samochodu ciężarowego. Ale alternatywą dla tego jest również wykorzystanie systemu Tryton w wersji kontenerowej, co zresztą było pokazywane w wizualizacjach PIT-RADWAR-u.

Na upartego jednak transportery piechoty mogłyby samodzielnie zapewnić sobie obronę przeciwlotniczą, niemniej problemami byłyby ograniczony kąt podniesienia lufy w HITFIST-30P i ZSSW-30, wynoszący 60° oraz brak sprzężenia z przeciwlotniczym SKO. Dla porównania kąt podniesienia lufy w Trytonie wynosi aż 85°. Dlatego też niezbędne jest wyposażenie naszej armii w nowoczesne samobieżne zestawy przeciwlotnicze.

Bibliografia

Wielki powrót Loary czyli Loara Nowej Generacji (dziennikzbrojny.pl)
System automatycznej armaty morskiej AM-35 – nie tylko dla Marynarki Wojennej? (defence24.pl)
RSKu-253 dla artylerii (altair.com.pl)
Soła - radar bezpośredniej obrony (defence24.pl)

wtorek, 25 października 2016

Autonomiczny Moduł Uzbrojenia Rakietowego (AMUR)

Jedną z większych pięt achillesowych (a jest ich niemało) naszych Wojsk Lądowych jest broń przeciwpancerna.

Typowy batalion piechoty zmechanizowanej posiada w tym zakresie zaledwie 6 (słownie: sześć) przenośnych wyrzutni ppk typu Spike LR, które są przewożone w trzech specjalnie do tego przystosowanych Rosomakach (nazywanych potocznie "spajkobusami").  Nie wiem, jak to wygląda w przypadku batalionów uzbrojonych w BWP-1.
Do tego dochodzą ręczne granatniki przeciwpancerne RPG-7 w liczbie 27 sztuk, które przy posiadanych głowicach kumulacyjnych można jedynie używać do zwalczania BMP i BTR oraz używamy również (w przypadku batalionów z BWP-1) ppk typu 9M14M Malutka, które od co najmniej 30 lat trzeba zastąpić (razem z ich nośnikami) znacznie nowocześniejszym sprzętem.

W przypadku 12. i 17. Brygady Zmechanizowanej remedium na ten problem ma być przystosowanie Rosomaków do strzelania ppk typu Spike LR. To znacząco zwiększyłoby siłę ognia bpzmech., gdyż doszłyby aż 72 wyrzutnie tego typu (po 2 na każdym KBWP). Problem jest taki, że wojsko dopiero teraz się zabiera do tego, choć temat był już poruszany ponad 10 lat temu. Jednakże dzisiaj nie będzie ani o następcach RPG-7, ani też o samych Rosomakach.

Dzisiaj będzie mowa o polskim projekcie rakietowego niszczyciela czołgów "z prawdziwego zdarzenia".

AMUR od OBRUM


Rozwiązaniem proponowanym przez Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Urządzeń Mechanicznych jest właśnie Autonomiczny Moduł Uzbrojenia Rakietowego.

Pierwszym demonstrator tego systemu został pokazany na MSPO 2012 na podwoziu Rosomaka w wersji przeciwpancerno-przeciwlotniczej  


AMUR w tej postaci ma za zadanie:

- zwalczać cele opancerzone w odległości 200-8000 m (w tym celu cztery wyrzutnie ppk typu Spike LR, które prawdopodobnie mogą być zastąpione przez Spike ER)

- zwalczać cele latające (śmigłowce i UAV) o prędkości do 400 m/s (Mach 1,17*) w odległości 300-5000 m i na pułapie 10-3500 m (za pomocą sześciu wyrzutni rakiet przeciwlotniczych typu Grom, które mogą być zastąpione przez Pioruny**; na demonstratorze były cztery wyrzutnie w kontenerach stosowanych w ZSU-23-4MP)