sobota, 19 maja 2018

O artylerii cz. III: Przeciwlotniczy pocisk rakietowy Błyskawica

Dzisiaj omówię temat zapomnianego (i to całkiem szybko) programu stworzenia przeciwlotniczego pocisku rakietowego krótkiego zasięgu o nazwie Błyskawica. W swoich założeniach Błyskawica miała być niskokosztowym i prostym w budowie pociskiem przeciwlotniczym, który miał stanowić podstawą krajowej obrony przeciwlotniczej, dlatego też miał być on opracowany i produkowany samodzielnie przez polski przemysł.


Demonstrator rakietowego pocisku przeciwlotniczego Błyskawica

Omówienie i budowa Błyskawicy

Zgodnie z założeniami Błyskawica miała być krajowym odpowiednikiem rosyjskich zestawów przeciwlotniczych Tunguska i Pancyr. Z tego powodu budowa pocisku rakietowego była podobna do używanych w Rosji rakiet 9M311 i 57E6.

Podobnie jak w rosyjskich odpowiednikach rakietowy pocisk przeciwlotniczy jest dwustopniowy. Stopniem startowym jest booster o średnicy 171 mm, średnim ciągu 28,78 kN oraz impulsowi całkowitemu 69,07 kNs, który rozpędza pocisk przeciwlotniczy do prędkości 1280 m/s w czasie 2,4 sekundy. Po osiągnięciu zakładanej prędkości dochodzi do odłączenia boostera i dalszy lot jest kontynuowany przez stopień marszowy, który nie posiada własnego napędu. Z tego powodu jego zdolności do manewrowania się uzależnione wyłącznie od powierzchni nośnych stateczników, dlatego też rozpiętość stateczników drugiego stopnia wynosi aż 314 mm przy średnicy wynoszącej 91 mm i dodatkowo powierzchnie nośne były w układzie kaczki. Na podstawie dostępnych informacji można również ustalić, że masa całkowita pocisku wynosiła 69 kg, z czego:

- stopień marszowy miał ważyć około 25 kg
- paliwa w stopniu startowym ważyło 29,76 kg
- pusty stopień startowy ważył prawdopodobnie około 14 kg

Nieznana jest za to masa docelowa głowicy bojowej, która miała się znajdować w stopniu marszowym, jednak ze względu na wczesne zarzucenie prac nad Błyskawicą (poziom IV / V) prawdopodobnie sami konstruktorzy mogą nie znać tej wartości.



W celu obniżenia kosztów produkcji pocisku Błyskawica nie posiadała własnej głowicy samonaprowadzającej i przez to naprowadzanie odbywało się za pomocą komend radiowych pochodzących z wyrzutni, a poprawki w locie rakiety były wnoszone na podstawie odczytów z radaru kierowania ogniem, wchodzącego w skład naziemnej wyrzutni. Zaletą takiego pocisku - poza ceną - była możliwość zwalczania szybko poruszających się celów przy braku ryzyka wcześniejszego wykrycia pocisku. Ale z drugiej strony wadą było to, że jak się nie wykryło nadlatującego pocisku, to można było wykryć wyrzutnię z powodu pracującego radaru kierowania ogniem. A to sprawiało, że działanie Błyskawicy (jako zestawu rakietowego) w ramach bliskiej obrony przeciwlotniczej pododdziałów lądowych mogło być ryzykowne.

A Błyskawica właśnie miała zgodnie z planami służyć jako podstawowy pocisk przeciwlotniczy dla pododdziałów przeciwlotniczych szczebla brygady. Dzięki swoim parametrom miał to być ogromny skok względem tego, co obecnie oferuje tandem Grom + ZU-23-2, a jednocześnie brygady Wojsk Lądowych otrzymałyby w końcu dobry środek do obrony przed śmigłowcami i samolotami lecącymi na średnich wysokościach (w tym i szturmowymi). Dodatkowo ważną informacją, o czym się nie wspomina, jest to, że Błyskawica mogła teoretycznie służyć za uzupełnienie Patriotów w zadaniach punktowej obrony przeciwrakietowej. Niestety jednak parametry rakiety uniemożliwiały lub bardzo utrudniały zwalczanie celów lecących na niskiej lub bardzo niskiej wysokości (wysokość minimalna lotu Błyskawicy wynosiła 230 m), jak również na dużej (pułap 10800 m). Mimo wszystko mogło to wystarczać do obrony lotnisk i punktów dowodzenia przed amunicją szybującą i pociskami manewrującymi. Co więcej, w zależności od parametrów radaru kierowania ogniem Błyskawica mogła służyć również do obrony przed pociskami rakietowymi mniejszego kalibru, w tym i do samoobrony przed pociskami przeciwradiolokacyjnymi.

Pierwotnie zakładano, że Błyskawica będzie stanowiła element modernizacji rakietowych zestawów obrony przeciwlotniczych 9K33 Osa. Pocisk ten bowiem charakteryzował się znacznie mniejszą masą od 9M33M3 przy jednocześnie wyższych parametrach zwalczania celów i większym zasięgu. Dodatkowo Błyskawica, podobnie jak Osa, była naprowadzana radiokomendowo, dzięki czemu nie trzeba było wprowadzać poważnych zmian w konstrukcji wyrzutni.


Porównanie parametrów Błyskawicy z 9M33 Osa i ukraińskim pociskiem T-382, proponowanym w ramach własnej modernizacji wyrzutni typu Osa

Mimo wszystko do Błyskawicy musiałby zostać i tak opracowany docelowy nośnik. Konstruktorzy prawdopodobnie nie chcieli się wykazać zbytnią kreatywnością, przez co Samobieżny Zestaw Rakiet Przeciwlotniczych "Błyskawica" za bardzo przypominał rosyjskiego Pancyra. Różnica była jednak taka, że planowano go osadzić na podwoziu Hipopotama, a nie samochodu ciężarowego oraz wieża miała być uzbrojona wyłącznie w wyrzutnie pocisków rakietowych w liczbie 8 sztuk. Wadą takiego rozwiązania było duże pole martwe, które rosyjscy konstruktorzy wyeliminowali w swoich projektach poprzez dodanie armat automatycznych, które miały służyć jako uzupełnienie rakiet. 


Nie można wykluczyć modułowości wieży, co oznaczałoby, że gdyby projekt byłby kontynuowany, to Błyskawica pojawiłaby się również na podwoziu gąsienicowym (docelowo PK9) w tandemie z Loarą (tak, ona jeszcze żyje) lub właśnie na podwoziu samochodu ciężarowego o dużej ładowności. Ponadto na potrzeby ochrony lotnisk i innych ważnych obiektów opłacalnym rozwiązaniem mogło być opracowanie półstacjonarnej wyrzutni, osadzonej na przyczepie, wzorem szwedzkiego RBS-23 BAMSE.

Najważniejszym pytaniem jest to, czy konstruktorzy zakładali, czy Błyskawica mogła podobno jak swój pierwowzór prowadzić ogień z wykorzystaniem wyłącznie środków optoelektronicznych. Skutkowałoby to co prawda pogorszeniem możliwości w ilości zwalczanych celów (ograniczyłoby to do eliminacji pojedynczych celów wobec 2 do 4 celów przy pracującym radarze), ale w zamian w określonych sytuacjach istniałaby możliwość całkowitej pasywizacji wyrzutni w zamian za zwiększenie poziomu bezpieczeństwa jej pracy.

Mimo wszystko jednak prace nad Błyskawicą zarzucono po 4 latach od ich rozpoczęcia. Było to spowodowane planowym zakończeniem pracy rozwojowej, która była finansowana w ramach NCBiR. Nie można też wykluczyć, że mogło to być też spowodowane zarówno zmianą koncepcji obrony przeciwlotniczej (w międzyczasie rozpoczęto program Narew) - Błyskawica była bowiem tworzona pod stanowiący już alternatywną historię system Tarczy Polski, gdzie miała uzupełniać 12 baterii Patriotów, które wtedy były nam proponowane przez Niemców. Ze względu na obecną sytuację z programem Wisła ówczesna rezygnacja z pomysłu kupna tych wyrzutni z niemieckiego demobilu oraz ich modernizację do ówczesnego standardu za łączną kwotę ok. 5 mld PLN* okazuje się być ogromnym błędem. A tak w innym wypadku Patrioty już znajdowałyby się na wyposażeniu Wojsk Obrony Przeciwlotniczej, zaś temat Wisły (o ile by nadal istniał) ograniczałby się ewentualnie do dalszego upgrade'u rakietowego systemu obrony przeciwlotniczej średniego zasięgu. Zarzucenie Błyskawicy mogło być również spowodowane zmianą oczekiwań wobec samego pocisku przy ograniczonych środkach finansowych. Demonstrator bowiem osiągał donośność ok. 16,5 km i pułap 10,8 km przy ówczesnych założeniach 12 km donośności i 6 km pułapu. Po zmianie wymagań Błyskawica miała osiągać dystans 20 km przy pułapie 10 km, a to przy dotychczasowym boosterze i paliwie nie było możliwe do wykonania.

 Ostatecznie, jeśli chodzi o próby, to udało się przetestować jedynie stopień startowy z makietą stopnia marszowego. A to oznacza, że nie opracowano prototypu stopnia marszowego, ani nie przetestowano systemu naprowadzania pociskiem. Lecz to drugie polski przemysł i tak nie był i nie jest w stanie opracować samemu.

Jak mógł się potoczyć program badawczo-rozwojowy?

A teraz przyjmijmy temat historii alternatywnej, czyli jakby się potoczył temat Błyskawicy, gdyby została reaktywowana lub program trwałby dalej. Gdyby udało się zachować wymagania zgodne z rzeczywistymi parametrami pocisku, to na pewno ruszyły prace nad prototypem części marszowej. Teoretycznie to ona byłaby mniej kłopotliwa do skonstruowania od boostera, ale jedno poważne "ale". Problem jest bowiem taki, że polski przemysł nigdy nie produkował pocisku przeciwlotniczego naprowadzanego radiokomendowo, a to oznacza, że konieczne byłoby w tym wypadku zawiązanie współpracy z UkrOboronoPromem ws. tematu naprowadzania.


Koncepcja Samobieżnego Zestawu Rakiet Przeciwlotniczych "Błyskawica"

Po opracowaniu pierwszej docelowej odmiany Błyskawicy (którą omówiłem wcześniej) temat rozwoju polskich przeciwlotniczych pocisków rakietowych można było teoretycznie pociągnąć w dwie strony. Błyskawica bowiem z racji swojej budowy mogła się charakteryzować bardzo dużą podatnością modernizacyjną, która zakładałaby wymianę boostera lub właściwego pocisku. Dzięki temu koszty modyfikacji całego pocisku byłyby znacznie mniejsze od tego, co daje pocisk jednostopniowy.

Pierwszy kierunek, rozwijający koncept Błyskawicy, zakładałby poprawę parametrów pocisku lub zastosowanie naprowadzania track-via-missile w pocisku. 

W przypadku tego pierwszego najbardziej prawdopodobna byłaby wymiana boostera lub wykorzystanie w nim lepszego paliwa rakietowego. Ze względu na rozmiary całego pocisku, booster mógł jedynie "utyć" (maksymalnie do średnicy 210 mm) po to, żeby nie mogło to wpłynąć na możliwość przenoszenia pocisków na wyrzutniach 9K33. 

Dzięki temu można teoretycznie skrócić booster o około 0,5 metra, dzięki czemu długość całego pocisku zmniejszyłaby się do około 2,65 m. Z drugiej strony nie można jednak wykluczyć, że ze względu na zmienioną aerodynamikę konieczne byłoby zwiększenie ciągu silnika startowego, co pociągnęłoby za sobą wiele zmian w konstrukcji pierwszego stopnia. Inną opcją byłoby zachowanie dotychczasowej długości stopnia startowego, co skutkowałoby zwiększeniem ilości paliwa o połowę, jak i zwiększeniem masy samego pocisku. Podobnie jak przy skróceniu konieczna byłaby zmiana w konstrukcji pierwszego stopnia, ale w zamian efektem byłaby większa donośność i pułap rakiety. 


RBS-23 BAMSE
Szwedzki odpowiednik Pancyra

Dodatkowo niezależnie od kierunku zmian w konstrukcji boostera taki pocisk jak Błyskawica może osiągać większe prędkości startowe, co automatycznie będzie się przekładał na możliwość przechwytywania szybszych obiektów latających. Pomimo obecnych niedomagań teoretycznie to właśnie szybkie rakiety przeciwlotnicze z beznapędowym stopniem marszowym będą mieć w najbliższym czasie technicznie największe szanse na zwalczanie hipersonicznych pocisków manewrujących (tj. poruszających się z prędkością powyżej 1700 m/s) i nie można wykluczyć, że to w tym kierunku może być skierowany rozwój konwencjonalnej obrony przeciwrakietowej.

W przypadku tego drugiego mówimy za to o wymianie stopnia marszowego, bowiem przy naprowadzaniu track-via-missile wymagana jest obecność odbiornika radiolokacyjnego w nosie rakiety. Taki pocisk charakteryzowałby się większą celnością przy zwalczaniu celów latających, dzięki czemu zapalnik zbliżeniowy, który miał się znajdować razem z zapalnikiem kontaktowym w oryginalnej Błyskawicy, nie byłby już koniecznością. Dodatkowo zmiany w stopniu marszowym polegałyby prawdopodobnie również na usunięciu części głowicy bojowej, która miała odpowiadać za rażenie zwalczanego celu odłamkami. Skutkiem takiej modyfikacji byłoby stworzenie droższego, ale smuklejszego członu marszowego, który rozmiarem byłby porównywalny do jednostopniowego pocisku typu Grom / Piorun. Lecz mimo wszystko do opracowania takiego pocisku wciąż niezbędna byłaby pomoc przemysłu ukraińskiego (i to znacznie większa niż przy naprowadzaniu radiokomendowym), gdyż polski przemysł nigdy nie pracował nad rakietami przeciwlotniczymi naprowadzanymi półaktywnie (SARH).

Drugi, bardziej korzystny dla nas sposób, to byłoby stworzenie klasycznego, dwustopniowego pocisku przeciwlotniczego naprowadzanego termicznie o donośności co najmniej 20 km. 

Z racji tego, że doświadczenie MESKO w produkcji przeciwlotniczych pocisków samonaprowadzających ograniczało się jedynie do produkcji amunicji naprowadzanej termicznie (9M31, 9M32M, R-3S i Grom), to taki pocisk mógłby być opracowany w znacznej mierze samodzielnie przez polski przemysł. Co więcej, taki pocisk mógłby mieć funkcją LOAL, dzięki czemu możliwa byłaby pasywizacja wyrzutni rakietowej (w tym i możliwość jej osadzenia nawet na zwykłej ciężarówce). Dodatkowo przy takim pocisku konieczne byłoby zastosowanie silnika również w stopniu marszowym, dzięki czemu mógłby wzrosnąć zasięg i pułap zwalczania celów za pomocą tego pocisku. Z drugiej strony jednak faktycznie taki pocisk powinien zostać opracowany od zera w celu minimalizacji strefy martwej, a dodatkowo konieczne byłoby opracowanie nowego seekera IR na bazie istniejącego w Gromie, bowiem obecnie używany byłby bezużyteczny wobec temperatury generowanej przez opór powietrza wobec pocisku lecącego ze znacznie większą prędkością od Groma.

Podsumowanie

Wracając do zakończenia, Błyskawica szybko dokonała swojego żywota, jak to wiele innych projektów finansowanych przez MNiSW. MESKO nie byłoby w stanie samemu opracować pocisku naprowadzanego radiokomendowo, dlatego tutaj w dalszych pracach była niezbędna pomoc Ukraińców. 

Ze względu na te trudności odpowiedzią przemysłu było opracowaniu koncepcji pocisku o nazwie PK-6. Taki pocisk polski przemysł byłby w stanie stworzyć samemu, lecz to już byłby odpowiednik szwedzkiego RBS-70 lub rosyjskiego 9M337 Sosna - krótszego, ale o mniejszym zasięgu i mniejszej prędkości startowej. Z drugiej strony niezrozumiałe jest to, dlaczego TELESYSTEM nie opracował wcześniej produktu postlicencyjnego, bazującego na pocisku 9M31 / 9M31M Strzała-1, który w ramach licencji był produkowany w Skarżysku tak, jak to zrobił z Gromem, który bazował przecież na licencji pocisku 9M39 Igła-1E, uzyskanej przez ZM Skarżysko w połowie lat 80. Taki pocisk nie byłby co prawda naszym spełnieniem marzeń, ale mógłby być dalej rozwijany w celu zwiększania jego możliwości. Oraz właśnie taki pocisk najprawdopodobniej stanowiłby jeden z elementów uzbrojenia systemu Poprad (obok Groma / Pioruna) i stanowiłby realne uzupełnienie obecnie stosowanych systemów VSHORAD.


Koncepcja rakietowego pocisku przeciwlotniczego PK-6

Niestety Błyskawica jest przykładem, że pewne rzeczy trzeba rozwijać dalej, niż przewiduje to okres realizacji pracy rozwojowej. I nie leży w tym wina NCBiR-u, ani podmiotów odpowiedzialnych za opracowanie danych produktów. Po prostu czasem brakuje długofalowej wizji rozwoju przemysłu, swego rodzaju "mapy drogowej" według której PPO mógłby stawać się co raz bardziej konkurencyjny. Czasem brakuje też woli finansowej, nawet jeśli pieniądze leżą na stole i czekają na ich wzięcie w zamian za sprzedaż własnego produktu. A to wszystko sprawia, że PR otaczający polską zbrojeniówkę jest taki, a nie inny. I ten PR nie jest generowany przez osoby postronne, tylko przez osoby znajdujące się wewnątrz przemysłu. Takich przykładów jest mnóstwo, aczkolwiek wiele z nich jest też winą wojskowych lub polityków, wobec których przemysł próbuje się dostosować.

Ale jest to artykuł o Błyskawicy. Historię alternatywną jej potencjalnego rozwoju starałem się jak najlepiej opisać, choć w temacie rakietowej OPL jestem laikiem. A w sumie gdyby Błyskawica zaistniała (i nie tylko ona), została wdrożona jej produkcja, to PGZ miałby niepowtarzalną okazję oferowania elementów kompleksowej obrony przeciwlotniczej pododdziałów lądowych, prawdopodobnie wpiętych w jeden, wspólny system. Ale to może opiszę w innym artykule.

Uwagi

(*) Cena dotyczyła tylko zakupu wyrzutni, radarów i części pocisków (ponad 300 sztuk) w Niemczech oraz ich modernizację przez amerykańskiego Lockheeda Martina z pomocą polskiego przemysłu.

Bibliografia

- Tomasz Szulc, Nowa polska rakieta przeciwlotnicza, NTW 10/2012, s. 30-31
- T. Rasztabiga, K. Motyl, B. Zygmunt, R. Kaźmierczak, Koncepcja konstrukcji dwustopniowego naddźwiękowego pocisku rakietowego, Problemy Mechatroniki Uzbrojenie Lotnictwo Inżynieria Bezpieczeństwa 3/2014, s. 51-68
- Mirosław Gyurosi, Osa wciąż młoda, NTW 12/2008, s. 22-28
- Andrzej Kiński, Niemieckie Patrioty oferowane Polsce, NTW 3/2011, s. 30-31

czwartek, 19 kwietnia 2018

O artylerii, cz. II: Casus amunicji do RPG-7

Na blogu udało mi się już napisać kilka artykułów na temat fatalnej sytuacji w uzbrojeniu przeciwpancernym piechoty. Omawiałem już jednorazówki, działa bezodrzutowe i granaty nasadkowe, jednak w tej kwestii chcę zrobić mały restart. Postaram się mniej gdybać, a bardziej skupię się na suchych danych.

Na pierwszy ogień idzie zatem osławiona kwestia nowoczesnej amunicji do granatników przeciwpancernych RPG-7.

Jak zapewne dobrze wiecie, obecnie stosowane granaty przeciwpancerne PG-7 / PG-7W są fatalnym, wręcz tragicznym środkiem do zwalczania broni pancernej. A jest tak z dwóch powodów. Po pierwsze PG-7 odznacza się słabą przebijalnością pancerza, na poziomie 260 do 330 mm RHA. Skutek jest taki, że celowniczy rgppanc. nie ma szans na skuteczne porażenie współczesnego czołgu (nawet tak starego jak T-72M) z wyłączeniem osłabionych stref. Po drugie amunicja stosowana w granatnikach jest przeterminowana, co sprawia, że jest ona potencjalnie niebezpieczna zarówno dla samego użytkownika, jak i dla logistyka odpowiedzialnego za przewóz amunicji.




Jednak trzeba zwrócić uwagę, że od momentu wdrożenia radziecko-sowieckich granatników o kalibrze 40 mm z nadkalibrową amunicją (RPG-2; rok 1949) sposób wykorzystania rgppanc. znacząco się zmienił. Wtedy RPG służyły jako podstawowy środek przeciwpancerny piechoty, który uzupełniał klasyczne armaty przeciwpancerne na bliskich odległościach. Obecnie w zasadzie niemożliwe jest podejście na mniej niż 300 metrów do pojazdu przeciwnika w warunkach innych niż miejskich (w przestrzeni zabudowanej). Z tego też powodu granatniki przeciwpancerne stały się bardziej wszechstronnymi środkami wsparcia piechoty i co więcej zwalczanie pojazdów opancerzonych, zwłaszcza w obronie, stało się wręcz marginalnym zadaniem dla broni tego typu.

Ale też warto mieć pod ręką dobry granat przeciwpancerny.

Początkowo planowano zakupić w tym celu szwedzkie granatniki przeciwpancerne Carl Gustaf M3 (w roku 1997 nawet kupiono 38 sztuk tej broni), jednak wojskowych odstraszyła wysoka cena tego systemu oraz większe skomplikowanie w porównaniu do RPG-7. Dlatego też uznano, że bardziej opłacalne będzie opracowanie nowej amunicji do tych granatników.

Propozycja bułgarska

Z racji tego naglącego problemu w roku 2003 Zakłady Metalowe DEZAMET S.A. zawiązały współpracę z bułgarskim Arsenałem w sprawie opracowania nowej amunicji do granatników RPG-7. Ponieważ wtedy (jak i obecnie) żołnierze mieli do dyspozycji głównie granaty przeciwpancerne PG-7W oraz PG-7WM, a nie każdy miał szczęście posiadać "kredkę" (jak potocznie jest nazywany OG-7), zdecydowano się na opracowanie aż sześciu typów amunicji bojowej. 


Od góry - granaty PG-7MT, OG-7ME, PG-7KO i PG-7TB

Były to mianowicie:

- nabój przeciwpancerny z tandemową głowicą kumulacyjną (oznaczony jako PG-7MT)
- nabój przeciwpancerny z pojedynczą głowicą kumulacyjną (PG-7M)
nabój przeciwpancerno-odłamkowy z głowicą HEDP (PG-7KO)
- nabój z głowicą odłamkowo-burzącą (PG-7OD)
- nabój odłamkowy z elektronicznym zapalnikiem czasowo-uderzeniowym (OG-7ME)
- nabój z głowicą termobaryczną (PG-7TB)

Po opracowanych powyższej amunicji przyszła pora na testy, które odbyły się 22 kwietnia 2004. Skuteczność granatu termobarycznego została sprawdzona na stanowisku ogniowym zbudowanym na drewnianym szkielecie wzmocnionym workami z piaskiem, zaś granaty odłamkowe i przeciwpancerno-odłamkowe sprawdzono pod kątem osiągnięciem maksymalnego zasięgu przy strzale pośrednim. Jeśli zaś o granat PG-7MT, to osiągnięto przebijalność na poziomie niewiele powyżej 300 mm RHA przy pancerzu osłoniętym dodatkowo przez ERAWA-2 (dla porównania producent deklarował penetrację 500 mm RHA za ERA).

W moim mniemaniu liczba zaprojektowanych typów amunicji była zbyt duża, ale z drugiej strony współpraca z Bułgarami prawdopodobnie przyniosłaby dla nas ogromne korzyści nie tylko poprzez produkcję lepszych granatów do RPG-7, ale również innej nowocześniejszej amunicji do broni przeciwpancernej proweniencji wschodniej (np. SPG-9 lub Konkursów). Niestety Bułgarzy bardzo mocno naciskali na stworzenie joint venture z Dezametem i co więcej rozmowy z nami z biegiem czasu traciły u nich na znaczeniu.

Propozycja polsko-niemiecka

Niestety w związku z utratą zainteresowania ze strony Arsenału DEZAMET był zmuszony do samodzielnego opracowania amunicji do RPG-7. Skupiono się zatem na dwóch najbardziej perspektywicznych typach amunicji, czyli dotychczasowym PG-7MT oraz PG-7KO. Dodatkowo zakład z Nowej Dęby zdecydował się na opracowanie naboju dymnego do granatnika. O ile pocisk przeciwpancerno-odłamkowy, jak i dymny zostały opracowane samodzielnie przez polski przemysł, o tyle w kwestii pocisku tandemowego z pomocną dłonią przyszedł do nas niemiecki Dynamit Nobel Defence.


Od góry - granaty PG-7MT1, KO-7M i DG-7M

Koncern ten już na przełomie wieków oferował dla Wojska Polskiego granatniki przeciwpancerne PzF 3 z możliwością ich licencyjnej produkcji w kraju. Niestety wtedy testy poligonowe granatnika poszły niepomyślnie za Niemców (o czym częściowo przeczytacie tutaj), przez co zrezygnowali z dalszej oferty. Jednak w 2006 pojawili się jeszcze z ofertą sprzedaży zarówno wspomnianych wcześniej PzF 3, jak i jednorazowych granatników PzF 90 (znanych bardziej pod nazwą RGW 90).


I właśnie od tych jednorazówek została wykorzystana głowica kumulacyjna tandemowa do granatu przeciwpancernego, oznaczonego już jako PG-7MT1. Sporą ciekawostkę w kwestii głowicy było jednak to, że prekursor mógł być chowany do właściwej głowicy, przez co amunicja stawała się łatwiejsza w transporcie (w tej pozycji pocisk był krótszy o ok. 9 centymetrów).

Drugim opracowanym pociskiem był kumulacyjno-odłamkowy KO-7M. W przeciwieństwie do PG-7MT1 KO jest przeznaczony do zwalczania lekko opancerzonych pojazdów i siły żywej. Wybór tego pocisku chyba najlepiej odzwierciedla chęć konstruktorów do stworzenia jak najmniejszej gamy pocisków do możliwie jak największego wachlarza zadań. Pocisk HEDP bowiem jest znacznie skuteczniejszy w zwalczaniu pojazdów opancerzonych i lekko umocnionych pozycji w porównaniu z pociskiem odłamkowym, odłamkowo-burzącym, czy termobarycznym, a jednocześnie nie ustępuje powyższym typom amunicji pod kątem eliminacji piechoty.

W kwestii tej amunicji próby poligonowe zostały przeprowadzone aż dwukrotnie: w kwietniu 2006 i w czerwcu 2007 roku. Za pierwszym razem testom poddano co najmniej 7 granatów typu PG-7MT1, co najmniej jeden typu KO-7M i co najmniej jeden typu DG-7M. 

Wyniki:

- w przypadku głowicy tandemowej testy pokazały, że rzeczywiste osiągi są bardzo zbliżone do deklarowanych (tj. 500 mm RHA za ERA) i to przy pokryciu pancerza za pomocą ERAWA-2.
- dla głowicy kumulacyjno-odłamkowej rzeczywiste osiągi okazały się znacznie lepsze od deklarowanych (pocisk przebił ok. 240 mm RHA wobec oficjalnych 200 mm RHA) przy jednoczesnym gęstym pokryciu pola ponad 1500 odłamkami w pobliżu trafienia pociskiem w cel.


Głowica bojowa od granatu przeciwpancernego PG-7MT1 na stanowisku testowym

Przy późniejszych podejściach testowano jedynie KO-7M i DG-7M. W ich przypadku udało mi się dotrzeć do bardziej szczegółowych danych. 

Dla KO-7M ustalono, że całkowicie spełnia swoje zadanie, umożliwiając przebicie pancerza o grubości do 120 mm RHA przy jednoczesnym rażeniu otoczenia odłamkami. Dodatkowo ustalono odległość, na jaką można prowadzić ostrzał tymi granatami - pocisk uzbraja się po przebyciu 15 metrów, zaś odległość maksymalna, na jaką dolatuje pocisk, wynosi ~1488 metrów. Ze względu jednak na obecność samolikwidatora w zapalniku, ustawionego na 14 sekund, donośność pocisku została zmniejszona do ok. 1400 metrów.

Jeśli zaś chodzi o DG-7M, to informacje o nim pochodzą ze znacznie starszego okresu, kiedy to pojawiły się pierwsze propozycje stworzenia krajowej amunicji do RPG-7. Granat miał kaliber 80 mm oraz masę ok. 3 kg, a jego głównym elementem były dwa ładunki dymotwórcze, które zapewniały dymienie w czasie od 2 do 4 minut zarówno w paśmie widzialnym, jak i podczerwieni. Dla pierwszego pasma granat gwarantował postawienie zasłony dymnej o minimalnych wymiarach 80 x 10 x 3 m, zaś dla podczerwieni (8 - 14 um) zasłona mogła wynosić co najmniej 15 x 8 x 2,5 m, dzięki czemu można było skutecznie ukryć pojazd z użyciem pojedynczego granatu, a osłabienie promieniowania laserowego przekraczało 75%.

Amunicja zapalająca do RPG-7

Słowem dygresji chciałbym również wspomnieć o wcześniejszym projekcie związanym z amunicją do rgppanc-7. 

W związku z wypadkiem, jaki wydarzył się w 1996 w wyniku eksploatacji plecakowego miotacza płomieni LPo-50, Wojsko Polskie zdecydowało się na ich wycofanie ze służby liniowej. Był to jedyny typ broni zapalającej, jaki wtedy posiadali saperzy i z tego powodu WITU zdecydowało się na opracowanie granatów zapalających do popularnego granatnika przeciwpancernego, które byłyby uzupełnieniem opracowanych już wtedy granatów OG-7M i DG-7. Granaty te opracowano bardzo szybko, gdyż najpóźniej w roku 1998 zostały potwierdzone ich testy poligonowe. Nosiły one oznaczenia ZG-7 i ZG-7P.


Granaty zapalające ZG-7 (u góry) i ZG-7P (na dole)

Obydwa typy granatów były podobnej konstrukcji i używały tej samej mieszaniny zapalającej (o oznaczeniu SM-1). Różnica pomiędzy tymi granatami polegała na tym, że ZG-7 posiadał wyłącznie głowicę zapalającą, zaś ZG-7P poza głowicą zapalającą posiadał również głowicę kumulacyjną - dzięki temu był on znacznie skuteczniejszy przy zwalczaniu siły żywej ukrytej za opancerzeniem.

Wymogi, jakie zostały postawione przed granatami, dotyczyły ochrony przed rozszczelnieniem oraz zachowania parametrów w temperaturach od -55 do +55° C, przy wystąpieniu pojedynczych udarów mechanicznych oraz w przypadku upadku na twarde podłoże z wysokości 2 metrów (w skrzyni) lub 70 cm (bez zabezpieczenia). Granaty miały również zapewniać możliwość wywołania strumienia palącej się mieszaniny w promieniu do 7 metrów na odległość od 10 do 1000 metrów, nawet po przebiciu 3-milimetrowej warstwy stali i 50-milimetrowej warstwy drewna. W przypadku ZG-7P wymogi rozszerzono o samolikwidację zapalnika (WP-7M) w czasie maksymalnie 15 sekund oraz możliwość zapłonu mieszaniny również po przebiciu płyty pancernej. W trakcie przeprowadzonych testów spełniono większość stawianych wymogów (jedynie odległość uzbrajania głowicy wynosiła 13, a nie 10 metrów).

Obydwa granaty miały kaliber 71,5 mm (były to najmniejsze po OG-7 granaty do RPG-7), masę od 3,86 do 4,28 kg (ZG-7) lub od 3,83 do 4,44 kg (ZG-7P), zaś donośność pocisków wynosiła 1240 m (ZG-7) lub ~1100 m (ZG-7P). Dodatkowo przebijalność ZG-7P wynosiła 65 mm RHA, zaś po przebiciu 10-milimetrowej płyty pancernej granat zachowywał swoje właściwości zapalające.

Brak dalszych informacji o tych granatach wskazuje na to, że prace nad nimi zakończono po testach poligonowych. Niestety szkoda jest tego, ponieważ inaczej saperzy otrzymaliby na wyposażenie broń zapalającą, zaś know-how przy pracach nad granatami poszedłby w dwie strony. Z jednej strony konstruktorzy zakładali możliwość stworzenia lżejszej mieszanki zapalającej, dzięki której masa granatów spadłaby o 800 g, dzięki czemu wzrosłaby donośność pocisków, a z drugiej strony kaliber głowic pozwoliłby na stworzenie analogicznych pocisków przeznaczonych do SPG-9 i 2A28. 

Ponadto nie można wykluczyć tego, że przemysł chciał opracować nowy granat przeciwpancerny w oparciu o wkładkę kumulacyjną z opracowywanego w latach 90. przeciwpancernego pocisku moździerzowego (PPM) Rad-1 (przebijalność 400 mm RHA), jak również mógł mieć w planach stworzenie własnej głowicy tandemowej na tej samej bazie.

Dane techniczne (tylko amunicja opracowana samodzielnie w PL)




Czasy się zmieniają, ale PG-7W zawsze jest na poligonach.

Oficjalnie zaplanowano rozpoczęcie produkcji pocisków w Nowej Dębie na rok 2008. No ale Niemcy nie chcieli się zgodzić na produkcję głowic w Polsce, co oznaczałoby, że kluczowy element PG-7MT1 musiałby być importowany. Taka sytuacja mogła wynikać z tego, że do polskiego granatu przeciwpancernego użyto nowoczesnej głowicy kumulacyjnej pochodzącej z nowszej odmiany PzF 3-IT600, która charakteryzowała się wyższą prędkością strumienia kumulacyjnego (powyżej 10 km/s) i co za tym idzie - lepszą skutecznością w przebijaniu pancerzy pokrytych ERA. Z drugiej strony nie można wykluczyć tego, że gdyby DEZAMET lub MON zdecydowali się na negocjacje z DND, to ostatecznie do PG-7MT1 trafiła wariacja starszej odmiany głowicy do PzF 3, która była testowana w kraju w roku 2000. Ta głowica pewnie byłaby produkowana w kraju, ale byłaby mniej skuteczna w zwalczaniu lepszych ERA (jak np. ERAWA). No ale nie zdecydowano się na produkcję nowych granatów do RPG-7, a reszta stała się historią alternatywną.

Niestety po 10 latach problem stał się jeszcze poważniejszy, ponieważ kończące się resursy "rg-rur" oraz sprzedaż ostatnich 25 tysięcy jednorazowych RPG-76 w końcu zmuszą MON do zakupu nowych granatników przeciwpancernych. A dodatkowo tą decyzję może potwierdzić fakt, że do obecnych rgppanc. ta amunicja nie będzie kupowana.

Mimo wszystko jednak polski przemysł starał się zarówno w latach 90., jak i na początku XXI wieku stworzyć z RPG-7 uniwersalny środek wsparcia piechoty na szczeblu drużyny lub plutonu, który miał gwarantować skuteczne rażenie szerokiego spektrum celów. Dzięki temu granatnik miał się stać na rynku konkurencją dla równie wszechstronnego szwedzkiego granatnika Carl Gustaf. Niestety zarówno brak środków, jak i niezrozumiała niechęć do stworzenia podstawowego składnika tego systemu - czyli własnej kopii granatnika wielorazowego przez polski przemysł obronny - sprawiły, że ten całkiem dobry pomysł marketingowy został zaniechany.

Jeśli chodzi o przyszłość, to nie chcę osobiście faworyzować żadnego z oferowanych dla nas granatników przeciwpancernych wielokrotnego użytku. Niemniej w przypadku wyboru PSRL-1 lub Mk 777 (nielicencyjnych kopii RPG-7) oferowanych przez Airtronic USA za pośrednictwem katowickiego Works 11 trzeba podejrzewać, że początkowo używałyby wciąż w celach szkoleniowych granatów przeciwpancernych typu PG-7W i PG-7WM, gdyż wciąż może pochowanych w składach amunicyjnych tysiące granatów tego typu. Niestety, ale takie uroki (skutki) licencyjnej produkcji amunicji za czasów PRL...


Bibliografia

- Andrzej Kiński, Nowa amunicja do RPG-7 z DEZAMETu, Nowa Technika Wojskowa 10/2004, s. 12-13
- Andrzej Kiński, Nowe życie RPG-7, Nowa Technika Wojskowa 05/2006, s. 23-27
- Andrzej Kiński, Ostre strzelanie Dezametu, Nowa Technika Wojskowa 08/2007, s. 30-31
- Bogdan Piątek, Grzegorz Kowalik, Analiza wyników badań strzelaniem pocisku KO-7M, Problemy Techniki Uzbrojenia R. 36 z. 102, s. 105-114
- Adam Wiśniewski, Krzysztof Majewski, Zbigniew Wertejuk, Arkadiusz Mazierski, Naboje zapalające ZG-7 do ręcznego granatnika przeciwpancernego RPG-7, Problemy Techniki Uzbrojenia i Radiolokacji R.28 z. 70, s. 77-90
- Adam Wiśniewski, Krzysztof Majewski, Zbigniew Wertejuk, Arkadiusz Mazierski, Naboje przebijająco-zapalające ZG-7P do ręcznego granatnika przeciwpancernego RPG-7, Problemy Techniki Uzbrojenia i Radiolokacji R.28 z. 70, s. 91-104
- Ewa Daniluk, Adam Wiśniewski, Grzegorz Nyszko, Nowa generacja nabojów dymnych DG-7M do ręcznego przeciwpancernego granatnika RPG-7, Problemy Techniki Uzbrojenia i Radiolokacji R. 28 z. 71, s. 89-101

wtorek, 13 marca 2018

Dziękuję, Kapitanie Szwecja! - czyli jak jest opancerzony eksportowy Abrams

Nie kombinując za bardzo ze wstępem, przepraszam z góry za ostatnią bardzo niską aktywność na stronie, co było spowodowane zarówno sprawami osobistymi, jak również pisaniem artykułów na inne potrzeby. Niemniej nie zamierzam rezygnować z działalności na blogu, aczkolwiek nie wykluczam, że artykuły będą pojawiać się tutaj rzadziej, niż to było wcześniej.

Przejdę zatem teraz do dzisiejszego tematu.

Niezwykle ciekawe rzeczy wypłynęły od Szwedów. Przypadkiem jeden z pracowników FMV odtajnił informacje pochodzące ze szwedzkiego przetargu na następcę słynnego Stridsvagn 103. W tym przetargu startowali Amerykanie z M1A2 Abrams, Niemcy z Leopardami 2A4 i 2 Improved oraz Francuzi z nowym wtedy jeszcze AMX Leclerc, jak również istniała możliwość bezpośredniego porównania powyższych czołgów z wystawionym również do przetargu rosyjskim T-80U oraz znanymi dobrze nam T-72M1, które trafiły do Szwecji z NRD. W wyniku prowadzonych prób zwycięzcą okazał się Leopard, który wszedł na wyposażenie armii szwedzkiej pod oznaczeniami Stridsvagn 121 (tj. Leopard 2A4) i Stridsvagn 122 (Leopard 2 Improved).

Co prawda ta prezentacja ma już prawie 6 lat, jednak dopiero teraz publiczną informacją stało się to, że u Szwedów zdarzył się przeciek wrażliwych danych. Ujawnionych smaczków na ten temat jest w niej znacznie więcej, ale moim zdaniem Was najbardziej zainteresuje to:



Są to parametry odporności pancerza czołgu M1A2 Abrams, jaki został wystawiony wtedy do przetargu w Szwecji. Przegrał tam z niemieckim bardzo dalekim kuzynem i jednym z parametrów, jakiemu Abrams miał ustępować Leopardowi, było opancerzenie. Dzięki Szwedom wiemy już teraz, o jakim opancerzeniu w M1 była mowa.

W tym miejscu trzeba jednak dodać, że to są parametry Abramsa z Export Armor Package (czyli wersji eksportowej), a nie Abramsa z Heavy Armor Package (używanego w armii amerykańskiej). Takie Abramsy USA sprzedaje wszystkim zagranicznym klientom i taki pakiet prawdopodobnie jest niezależny od tego, jakiemu klientowi są sprzedawane te czołgi - czy chodzi o taki Irak, czy o bardziej zaprzyjaźnioną Australię. Również my, gdybyśmy byli zainteresowani kupnem M1, to otrzymalibyśmy od Amerykanów tak opancerzony czołg.

Analizując zatem powyższą grafikę, można zauważyć, że opancerzenie eksportowego Abramsa jest znacznie słabsze, niż można było do tej pory zakładać. Wartości są bardzo zbliżone do tego, co oferowały wersje M1 opracowane w pierwszej połowie lat 80. - w nich jako opancerzenia użyto pancerza kompozytowego o nazwie Burlington (znanego również pod nazwą Chobham). Dla porównania współczesne Abramsy używają wspomnianych już EAP i HAP, ale ta informacja może być dowodem na to, że EAP to jest de facto stary Burlington. Dodatkowo na tej grafiki nie została uwzględniona odporność, jaką oferują zbiorniki paliwa o grubości 700 mm znajdujące się tuż za pancerzem przednim kadłuba. Z uwzględnieniem ich poziom opancerzenia M1A2 z EAP jest następujący:

- przód kadłuba (policzki ze zbiornikami paliwa) - 455 mm RHA vs APFSDS, 1065 mm RHA vs HEAT

- przód kadłuba (osłabiona strefa przed kierowcą) - 350 mm RHA vs APFSDS, 750 mm RHA vs HEAT

- przód kadłuba (górna płyta) - prawdopodobnie 350 mm RHA vs APFSDS i HEAT

- boki kadłuba - min. 80 mm RHA vs APFSDS, 380 mm RHA vs HEAT

- przód wieży - 600 mm RHA vs APFSDS, 900 mm RHA vs HEAT

- boki wieży (na wysokości kosza) - 480 mm RHA vs APFSDS, 750 mm RHA vs HEAT

- boki wieży (na wysokości magazynu amunicyjnego) - 380 mm RHA vs HEAT

Jak na lata 90. M1A2 Abrams w wersji eksportowej był mimo wszystko bardzo dobrze opancerzonym czołgiem przeciwko zagrożeniom ze strony PPK i granatników przeciwpancernych, jednakże opancerzenie kadłuba pozostawiało wiele do życzeń w stosunku do wykorzystywanych wtedy kinetycznych pocisków przeciwpancernych.

Opancerzenie przodu kadłuba na poziomie 455 mm RHA (czyli de facto porównywalnie z Twardym i gorzej od Pendekara dla tej samej sfery) nie ochrania Abramsa przed skutecznym trafieniem z 3BM44 Mango, który jest podstawowym pociskiem przeciwpancernym T-64 i T-72 na wschód od Bugu od trzech dekad. Jeśli zaś chodzi o wieżę, to ta poddałaby się dopiero przy trafieniu nowszymi pociskami kalibru 125 mm (rodziny Świniec i Próżnia). Z drugiej strony opancerzenie (nawet eksportowego) Abramsa przed pociskami kumulacyjnymi jest wystarczająco skuteczne przed wszystkimi istniejącymi w latach 90. środkami przeciwpancernymi piechoty pochodzenia radzieckiego (wiodącymi są RPG-29 i Metys-M). Obecnie jednak taki pancerz nie ochroniłby przed trafieniem z Korneta lub nowych ciężkich granatników przeciwpancernych pokroju RPG-30. No ale też ten pancerz nie był projektowany przeciwko nim. Uwagę zwraca również bardzo dobre opancerzenie boków wieży, co definitywnie jest ewenementem (na plus) wśród czołgów podstawowych z lat 90., przez co Abrams jest bardzo trudnym orzechem do zgryzienia dla amunicji kalibru 85 i 100 mm, które pod koniec Zimnej Wojny stanowiły podstawę uzbrojenia wojsk pancernych oraz artylerii przeciwpancernej państw Układu Warszawskiego.

Słowem dygresji można zauważyć, że wbrew pozorom PT-91 Twardy nie był w latach 90. tak źle opancerzonym czołgiem, jak można byłoby go osądzać. Co prawda, wtedy podstawą wkładu specjalnego były jeszcze wkłady piaskowe i szkłotekstolit, efekty na plus generował pancerz reaktywny ERAWA, a tylna część wieży odlewanej jest jedną wielką osłabioną strefą, zdolną do spenetrowania przez pociski kalibru 25 i 30 mm, jednak mimo wszystko wtedy nasi konstruktorzy umieli własnymi środkami i możliwościami nadążyć za ówczesnymi światowymi trendami w opancerzeniu MBT.

Mimo wszystko tutaj został poruszony tylko jeden z wielu parametrów decydujących o wyższości jednej konstrukcji pancernej nad innymi, dlatego też stwierdzenia, że Abrams jest bublem, będą zbyt daleko idące i kłamliwe. Można zauważyć, że Szwedzi są niezwykle tolerancyjni nie tylko wobec mniejszości religijnych i seksualnych, są również tacy wobec ściśle tajnych informacji. Zatem dziękujemy, Kapitanie Szwecja!*

* W rzeczywistości prezentacja z wrażliwymi danymi zniknęła z Internetu tydzień po jej publikacji w maju 2016. Tak samo jak jej autor. No ale w Internecie nic nie ginie.

sobota, 23 grudnia 2017

Dywizjonowy moduł ogniowy HOMAR - struktura

Przedstawię poniżej bardzo prawdopodobną strukturę DMO Homar, która została zaprezentowana na konferencji PGZ 22 grudnia 2017 r.




Dowództwo dywizjonu - 2 x wóz dowódczo-sztabowy na podwoziu 4x4

3 x bateria ogniowa:

- dowództwo baterii - 2 x wóz dowodzenia na podwoziu 4x4

- drużyna topograficzno-rachunkowa (prawdopodobnie) - 2 x wóz dowodzenia na podwoziu 4x4

- 3 x pluton ogniowy - wóz dowodzenia na podwoziu 4x4 + 2 x Wieloprowadnicowa Wyrzutnia Rakietowa "Homar"

- pluton zabezpieczenia - samochód osobowo-terenowy + wóz zabezpieczenia technicznego na podwoziu Jelcza 662 + 2 x wóz amunicyjny na podwoziu Jelcza 662

Bateria dowodzenia

- dowództwo baterii - wóz dowodzenia na podwoziu 4x4

- pluton łączności - 5 x wóz dowodzenia na podwoziu 4x4 + 2 x samochód osobowo-terenowy + 3 x samochód ciężarowy (przedstawiony jako zespół ciągnika siodłowego i naczepy)

- pluton topograficzno-rozpoznawczy - wóz dowodzenia na podwoziu 4x4 + 3 x Artyleryjski Wóz Rozpoznawczy na podwoziu 4x4 

- pluton ochrony i regulacji ruchu - samochód osobowo-terenowy + 2 x samochód ciężarowy

Kompania logistyczna

- dowództwo kompanii - wóz dowodzenia na podwoziu 4x4

- pluton transportowy - 7 x wóz amunicyjny na podwoziu Jelcza 662 + 4 x cysterna na podwoziu Jelcza 662 + 2 x samochód ciężarowy

- pluton remontowy - wóz zabezpieczenia technicznego + Artyleryjski Wóz Remontu Uzbrojenia + Warsztat Remontu Uzbrojenia i Elektroniki (wszystko na Jelczach 662)

- drużyna zabezpieczenia - samochód osobowo-terenowy + samochód ciężarowy

Zespół ewakuacji medycznej - 3 x Rosomak-WEM + sala opatrunkowa na Jelczu 662


Razem:

- 18 x Wieloprowadnicowa Wyrzutnia Rakietowa "Homar"

- 3 x Rosomak-WEM

- 2 x wóz dowódczo-sztabowy na podwoziu 4x4
- 29 x wóz dowodzenia na podwoziu 4x4
- 3 x Artyleryjski Wóz Rozpoznawczy na podwoziu 4x4

- 7 x samochód osobowo-terenowy

- 13 x wóz amunicyjny na Jelczu 662
- 4 x wóz zabezpieczenia technicznego na Jelczu 662
- 4 x cysterna na Jelczu 662
- sala opatrunkowa na Jelczu 662
- Artyleryjski Wóz Remontu Uzbrojenia na Jelczu 662
- Warsztat Remontu Uzbrojenia i Elektroniki na Jelczu 662

- 8 x samochód ciężarowy

piątek, 24 listopada 2017

Zdalnie sterowana wieża TURRA 30

Swego czasu, nim zacząłem prowadzić ten blog, opisywałem krócej lub dłużej niektóre typy uzbrojenia. W tym artykule chciałbym powrócić do jednego z tamtych wpisów, a dotyczył on słowackiej wieży bezzałogowej TURRA. Jednak tym razem rozwinę ten temat.

TURRA została zaprojektowana przez słowacki EVPU z myślą o montażu na pojazdach z rodziny BMP. Ten wymóg rodził wiele komplikacji, ponieważ z racji ograniczonej nośności BMP (czego się doświadczyli nasi konstruktorzy) masa bojowa wieży miała nie przekraczać 1500 kilogramów. Dodatkowo w celu łatwej wymiany wieża ta musiała być obsługiwana przez jedną osobę i mieścić się w pierścieniu oporowym o średnicy 1560 milimetrów. Musiała również być znacznie nowocześniejsza od dotychczas oferowanego rozwiązania, jakim była załogowa wieża DVK-30, produkowana przez inny słowacki podmiot - ZTS Special. Dlatego też Słowacy zdecydowali się na skonstruowanie wieży bezzałogowej.


Bezzałogowy system wieżowy TURRA 30

TURRA, bo tak została nazwana ta wieża, zaliczyła swoją premierę na targach IDET w 2012 jako element proponowanej modernizacji BVP-1 o oznaczeniu MGC-1. Rok później trafiła również na najbardziej znaną modernizację tych wozów, która nazywała się BVP-M2SKCZ. Na samym początku była ona rozpatrywana jedynie jako możliwe uzbrojenie bojowych wozów piechoty z rodziny BMP. Potem jednak się to zmieniło za sprawą planów zakupu nowych KTO dla armii słowackiej - na początku TURRA trafiła na Rosomaka, a potem na Pandura II. Z biegiem czasu tą wieżą zainteresowali się na poważnie Czesi i Ukraińcy, czego dowodem był m.in. jej montaż i testy na proponowanym przez BAE Systems CV9030CZ.

Co prawda TURRA okazała się trochę cięższa od ważącego 1150 kg DVK-30, niemniej największą zaletą jest wymienność systemów uzbrojenia w wieży, choć póki co jest to ograniczone. Jej pierwsza wersja została zaprezentowana, będąc uzbrojona w armatę automatyczną 2A42 kal. 30 mm i czołgowy karabin maszynowy PKT kal. 7,62 mm. Z biegem czasu jednak pojawiły się propozycje montażu innych typów uzbrojenia. Do tej pory do TURRA zastosowano następującą broń:

- armata automatyczna 2A42 (30 x 165 mm) 
- armata automatyczna CZ30 (30 x 165 mm)
- armata napędowa Bushmaster II (30 x 173 mm)

- czołgowy karabin maszynowy NSWT (12,7 x 108 mm)
- ciężki karabin maszynowy M2HB (12,7 x 99 mm)
- czołgowy karabin maszynowy PKT (7,62 x 54 mm)

- podwójna wyrzutnia ppk Fagot
- podwójna wyrzutnia ppk Konkurs
- podwójna wyrzutnia ppk Spike (MR / LR / ER)

Sporą ciekawostką jest niewielka cena tej wieży, bowiem kosztuje ona (bez uzbrojenia) około 600 tysięcy euro - dla porównania HITFIST-30P kosztuje (z uzbrojeniem) około 4,9 mln PLN, zaś cena ZSSW-30 jest szacowana obecnie na około 10 - 11 milionów PLN.

Co więcej, wieża ze względu na swoją masę może być również zastosowana jako uzbrojenie dla słabiej opancerzonych pojazdów, czego przykładem był pokazany w tym roku MRAP Nimr 6x6. Nie jest raczej spotykane rozwiązanie, ale może ono przysporzyć popularności słowackiej konstrukcji.

Suma summarum jednak jest to, że jedynymi pojazdami, jakie zostały do tej pory wyposażone w tą wieżę, są zmodernizowane w zeszłym roku bojowe wozy rozpoznawcze BPzV Svatava, które w liczbie 18 sztuk trafiły na uzbrojenie armii słowackiej. Niemniej jest ogromna szansa na to, że TURRA trafi również na pozostałe 17 BWR, jak również na część z 81 zamówionych kołowych transporterów opancerzonych, jakie mają powstać na Słowacji we współpracy z fińską Patrią.


Dane techniczne



Kierunek Polska


Po raz pierwszy usłyszeliśmy o TURRA w momencie, gdy PGZ próbował zdobyć zabiegi Słowaków poprzez sprzedaż kilkudziesięciu KTO Rosomak dla tamtejszej armii. Lokalny wariant, który nazywał się Scipio, miał być właśnie wyposażony w tą wieżę bezzałogową. Co więcej, TURRA była oferowana dla naszego wojska jako "opcja awaryjna" wobec ZSSW-30. Niestety Słowacy transporterów od nas nie kupią, zaś wyrób HSW ma silne parcie ze strony MON-u, dlatego dojdzie on do skutku. Oczywiście sporym plusem jest dla nas to, że krajowy podmiot, w dodatku nie posiadający pod tym kątem doświadczenia, może samemu opracować tak skomplikowany wyrób, jednak mogą padać zarzuty w stosunku do ZSSW pod kątem wymogów opracowanych przez MON, jak i docelowej ceny polskiej wieży.


Zmodernizowany BPzV Svatava, przechodzący testy dla armii słowackiej. Został on wyposażony w TURRA 30.
Mimo wszystko można zauważyć, że pomimo niskiej masy wieży zapas wyporności pojazdu jest niewielki.


Mimo to słowacka wieża z racji zbyt dużej masy ZSSW-30 mogła teoretycznie trafić na polskie BWP-1. Ale do ich modernizacji na pewno nie dojdzie, zaś jej sens w tym momencie jest mocno uzależniony od planowanej ilości zamówionych nowych BWP, ewentualnych dodatkowych zakupów Rosomaków, jak i potencjalnych redukcji ilości batalionów w Wojsku Polskim. Dlatego też na taki osąd jest zdecydowanie za wcześnie.

Poza możliwą integracją na naszych pojazdach ciekawą perspektywą byłaby nasza pomoc w rozwoju systemu wieżowego. Słowacy bowiem wciąż opierają się na wschodniej amunicji strzeleckiej oraz artyleryjskiej małokalibrowej, zaś nasze zakłady zbrojeniowe przeszły już na produkcję amunicji zachodniej. Co więcej, broń maszynowa produkowana w Polsce jest modyfikacją wschodnich konstrukcji przy wykorzystaniu amunicji standardu NATO. Dzięki temu nie byłoby żadnego problemu z integracją UKM-2000C lub WKM-B, a polski przemysł mógłby wspomóc Słowaków w opracowaniu docelowej, eksportowej odmiany TURRA, gdzie my odpowiadalibyśmy za produkcję uzbrojenia docelowego. Póki co byłyby to jedynie karabiny maszynowe, ale w przypadku zakupu licencji na Bushmastera II (lub innej armaty małokalibrowej kalibru 30 mm) możliwe będzie rozszerzenie oferty również o uzbrojenie główne.

Ponadto prace prowadzone u nas mogłyby rozszerzyć możliwości montażu głównego uzbrojenia o zmodyfikowanego Bushmastera II, który wykorzystuje większą amunicję 40 x 180 mm. Polski przemysł mógłby również skutecznie zastosować swoje wyroby pod kątem systemów optycznych i ochrony pojazdu - francuski ASOP Galix mógłby tu zostać zastąpiony porównywalną Obrą, zaś takie elementy SKO jak kamera IR lub kamera TV mogłyby być zamienione na polskie rozwiązania pod tym kątem.

Jednak brak zainteresowania słowackimi produktami był jedną z wielu przyczyn, dlaczego transportery opancerzone będą mieć z Finlandii, a nie od nas.


Jeszcze parę słów o DVK-30...


Gdy opowiadam tu o TURRA, to wypada też wspomnieć o jej załogowej odpowiedniczce. Jest to znacznie starszy projekt, bo oryginalna odmiana wieży o nazwie Cobra została po raz pierwszy zaprezentowana w roku 2002 jako element pakietu modernizacyjnego dla BMP-1.


Załogowy system wieżowy Cobra, uzbrojony dodatkowo w wyrzutnię PPK Konkurs.
Zdjęcie pochodzi z IDEB 2003.

Dzięki mniejszej masie (1050 lub 1150 kg) możliwość wykorzystania tej wieży jest znacznie większa niż w przypadku wieży bezzałogowej. Poza pojazdami, które mogą być wyposażone w TURRA, Cobra może być zamontowana również na kołowych transporterach opancerzonych OT-64 (znanych u nas jako SKOT) i wozach z rodziny BTR.

Z drugiej strony jednak ZTS Special nie wykorzystał nigdy uzbrojenia zgodnego ze standardami NATO do wyposażenia DVK, przez co wieża nie jest modułowa tak jak TURRA. Ponadto sporą wadą tej wieży załogowej jest to, że jej operator musi się wychylić z pojazdu, aby móc załadować i użyć wyrzutni PPK, przez co jest bardziej narażony na trafienie podczas walki, a nie może przy tym jednocześnie prowadzić ognia z broni automatycznej. Dla porównania operator TURRA 30 może wykonywać obydwie czynności jednocześnie z wnętrza pojazdu.

W przeciwieństwie do TURRA DVK-30 (a raczej Cobra) odniósł sukces eksportowy, bowiem znalazł się na wyposażeniu wozów bojowych armii sudańskiej i azerskiej. Ponadto pakiet modernizacyjny z DVK-30 znajduje się w ofercie czeskiego Excalibura, dzięki czemu jest szansa, że grono użytkowników się jeszcze powiększy.

Bibliografia

TURRA 30 (forum.valka.cz)
Modernizované BPzV - najmodernejší prírastok OS SR (armadninoviny.cz)
NIMR Automotive from United Arab Emirates unveils its new JAIS 6x6 military vehicle at IDEX 2017 (armyrecognition.com)

- materiały prasowe EVPU Defence i ZTS Special