środa, 25 października 2017

O artylerii, cz. I: Sopel Reaktywacja

Pora zaprezentować Wam początek kolejnej mojej serii artykułów tematycznych. Podejrzewam, że bardzo lubicie czytać o czołgach i tym podobnych, jednak z perspektywy unowocześniania Wojska Polskiego, jak i eliminacji pewnych mitów bardzo ważnym wątkiem jest artyleria. A co więcej, już kilka artykułów napisanych tutaj na blogu dotyczyło tematu "królowej bitew" lub znajdowały się blisko tego. Nie szacuję, ile artykułów napiszę, głównie mam na myśli ułożenie do porządku tego, co publikuję w tym miejscu.

Jednym z największych problemów naszej armii jest oczywiście obrona przeciwlotnicza. Co prawda w Programie Modernizacji Technicznej są zawarte programy Wisła oraz Narew, niemniej temat unowocześnienia środków przeciwlotniczych na szczeblu brygady jest całkowicie olewany. Tam obecnie prym wiodą wszelkiej maści zestawy przeciwlotnicze kalibru 23 mm, które nie są już uważane za skuteczne w zwalczaniu celów powietrznych, nie mówiąc już o dronach i zadaniach C-RAM. Do tej pory systemy te były modernizowane m.in. poprzez dodanie MANPADS oraz nowoczesnej amunicji, dzięki czemu pułap rażenia wzrósł z 1500 m do 2500 m dla zestawów stricte artyleryjskich lub do 3500 m w przypadku dodania rakiet. 

Mimo to jest to wciąż niewystarczające wobec istniejących potrzeb wojska. 

Najlepszym rozwiązaniem problem jest zastąpienie kalibru 23 mm w pierwszej linii kalibrem 35 mm. Ten kaliber jest już od jakiegoś czasu rozwijany w naszym kraju, czego skutkiem są opracowane holowane armaty przeciwlotnicze, używającej tej amunicji. A-35 / AG-35, bo o nim mowa, rozwiązałby temat holowanych ZU-23-2, jak również możliwe jest opracowanie wersji samobieżnej na podwoziu ciężarowym. Mimo to nie rozwiązuje to problemu następcy Szyłek i Białych. A dzisiejszy artykuł - pierwszy z tej serii - będzie poruszał właśnie ten problem.


Wspomnienie o Loarze



Wielu z Was zapewne pamięta bardzo dobrze artyleryjski samobieżny zestaw przeciwlotniczy Loara. Był on opracowywany od początku lat 90. jako następca Szyłek i obok Gromów miał być podstawą polskiej obrony przeciwlotniczej szczebla VSHORAD. Niestety brak docelowych pocisków przeciwlotniczych do rakietowej Loary (o czym kiedyś napiszę artykuł) spowodował, że program został zamknięty po wyprodukowaniu prototypu, a w miejsce Loary zdecydowano się na modernizację Szyłek do wersji Biała oraz stworzenie Hibnerytów, które początkowo nie różniły się wyglądem od używanych na Bliskim Wschodzie guntrucków. 

Obecnie jednak, w dobie rozwoju bezzałogowych statków latających oraz precyzyjnej amunicji artyleryjskiej, konieczne jest stworzenie własnego systemu przeciwlotniczego, który byłby zdolny do zwalczania nie tylko śmigłowców (głównie), ale również do ochrony przed UAV, jak i do możliwości wypełniania zadań C-RAM. A tutaj kaliber 23 mm nie wystarczy, dlatego też cały pojazd musi całkowicie nowy. Część klocków w postaci armaty automatycznej kalibru 35 mm i pocisków przeciwlotniczych Grom / Grom-M już mamy dostępne. Ważny jest za to docelowy nośnik oraz koncepcja kształtu i działania pojazdu przeciwlotniczego.

W tym wypadku HSW zaprezentował na zeszłorocznym MSPO zminiaturyzowany model nowej Loary. Koncepcja generalnie pozostała niezmieniona w porównywaniu z oryginału, ale cały projekt został mocno odświeżony - poza nowym nośnikiem w postaci UPG-NG proponowano wieżę bezzałogową oraz nowe systemy radarowe do namierzania celów oraz kierowania ogniem. I jak dowiedziałem ostatnio, koncepcja Loary-NG będzie forsowana przez PIT-RADWAR w MON-ie.


Pomniejszony model Loary NG / fot. Marcin Niedbała

Koncepcja Loary 2 jest przekonywująca szczególnie dla tych osób, które pragnęłyby reaktywacji zestawu przeciwlotniczego pochodzącego z późnych lat 90. (a koncepcyjnie nawet z lat 60.), a nie widzą przy tym innych pomysłów na rozwiązanie problemu nowoczesnego SPAAG. Jednak ten pomysł jakoś mnie nie przekonywuje. W całej koncepcji można zauważyć cztery podstawowe problemy:

- rozdzielenie zadań pomiędzy pojazd artyleryjski i pojazd rakietowy, czego skutkiem jest osłabienie zdolności pododdziału OPL niewyposażonego w któryś z podanych pojazdów

- hipotetycznie bardzo wysoki koszt opracowania i produkcji pojazdu, spowodowany głównie przez planowaną obecność aż dwóch radarów przeciwlotniczych (śledzącego i wczesnego wykrywania) na każdym pojeździe

- brak docelowych przeciwlotnicznych pocisków rakietowych pośredniego zasięgu (10 - 15 km) do pojazdu rakietowego

- brak modułowości systemu przeciwlotniczego - Loara dostosowana byłaby tylko do podwozi gąsienicowych, charakteryzujących się wysoką DMC (w tym wypadku mam na myśli podwozie od Kraba).

Dlatego też alternatywą byłby tani samobieżny zestaw przeciwlotniczy, uzbrojony zarówno w armatę przeciwlotniczą kalibru 35 mm, jak i obecnie dostępne pociski przeciwlotnicze Grom / Grom-M, który bazowałby na dowolnym nośniku samobieżnym. Nad takim systemem już kiedyś pracowaliśmy, a nazywał się Sopel.


Artyleryjsko-rakietowy samobieżny zestaw przeciwlotniczy Sopel

Sopel-NG



W porównaniu do pierwowzoru musiałoby zostać zmienione... wszystko.

Najważniejszym elementem jest tu wieża, w której zostałoby umieszczone uzbrojenie. Sopel był oczywiście dostosowany pod montaż armaty przeciwlotniczej KDA kalibru 35 mm, ale po ponad 20 lat można stwierdzić, że lepszym rozwiązaniem byłaby nowa, bezzałogowa wieża. Pod kątem kosztów opracowania najbardziej opłacalne jest zaadaptowanie do tego celu okrętowego systemu artyleryjskiego o nazwie Tryton - podobnie jak to miało miejsce z oryginalnym Soplem, wzorowanym na okrętowym Wróblu. Tryton został skonstruowany na potrzeby niszczycieli min Kormoran jako ich główne uzbrojenie, ale testy wieży były przeprowadzane na korwecie zwalczania okrętów podwodnych Kaszub. Teoretycznie zatem jest szansa, aby Tryton wyparł zestawy Wróbel z uzbrojenia okrętów Marynarki Wojennej. 

Ale wrócę do tematu "Sopla-NG".

Głównym celem powinno być, aby dany system artyleryjsko-rakietowy był całkowicie modułowy. Tryton, dzięki optymalnej masie wieży, wynoszącej 3300 kg, będzie mógł zostać bez problemu zastosowany na dowolnym nowoczesnym nośniku kołowym lub gąsienicowym, zaś odrzut głównego uzbrojenia, wynoszący tylko 29,4 kN, nie będzie przeszkadzał w jej użyciu również na pojazdach o DMC do 20 ton. Co więcej, istniejąca platforma morska byłaby dobrym rozwiązaniem pod stworzenie dodatkowo systemu półstacjonarnego, będącego odpowiednikiem niemieckiego Skyshielda.

Do tego trzeba się pochylić nad tym problemem radarów w baterii ogniowej. Jak już wcześniej wspomniałem, Loara 2 posiadałaby aż dwa radary dozoru powietrznego - jeden odpowiadający za wczesne wykrywanie zagrożeń, oparty na ZDPSR Bystra, zaś drugi służyłby za kierowanie ogniem uzbrojenia. Takie posunięcie ze strony PIT-RADWAR-u świadczy o tym, żeby celowo planują zawyżyć cenę produktu, niewspółmiernie do jego możliwości. Radar wczesnego wykrywania jest całkowicie zbędny na każdym pojeździe, zaś Bystra już istnieje w wersji samobieżnej. 


Turecki system przeciwlotniczy Korkut

W tym wypadku dobrym wzorcem jest świeżo co wprowadzony do służby turecki Korkut - tam pojazd przeciwlotniczy jest wyposażony w głowicę optoelektroniczną i radar kierowania ogniem, zaś radar wczesnego ostrzegania i dodatkowa głowica są umieszczone na oddzielnym pojeździe, który przypada 1 na całą baterię ogniową. 

Wracając do Trytona, jego jedynym poważnym minusem byłaby wysokość samej wieży, wynosząca aż 1705 mm (bez uwzględnienia wystających przyrządów celowniczych), czyli jest to ponad 2 razy więcej od wież używanych standardowo w wozach bojowych. 

Ponadto do zastosowanej armaty automatycznej kalibru 35 mm dodane zostałyby wyrzutnie pocisków przeciwlotniczych Grom / Grom-M. Jednak rakiety o zasięgu do 5 - 6 km powielają w znacznym stopniu osiągi armaty kalibru 35 mm, a więc będą zaniżały potencjalne możliwości kompletnego systemu przeciwlotniczego. Dlatego też "Sopel-NG" docelowo powinien otrzymać pociski przeciwlotnicze o większym zasięgu (10 - 15 km) i pułapie (min. 5000 m). Niestety z racji skąpego pod tym względem rynku potrzebne jest opracowanie tych pocisków własnymi siłami.

I "the last but not least" - jak Amerykanie ostatnio pokazali na AUSA 2017 ważne dla takiego samobieżnego zestawu przeciwlotniczego jest również wyposażenie go w systemy służące do niefizycznego zwalczania dronów. Uzbrojenie "Sopla-NG" w AUDS jest moim zdaniem konieczny, biorąc pod uwagę to, że zapas amunicji w Trytonie jest niewielki (200 pocisków kalibru 35 mm).


Wóz dowodzenia baterią / plutonem przeciwlotniczym



Poważnym niedostatkiem w konstrukcji Trytona jest brak integralnej głowicy optoelektronicznej. Dlatego też na potrzeby wyposażenia modułu ogniowego w jego skład powinien wejść wóz dowodzenia. Wzorowałby się on na rozwiązaniu zastosowanym w przypadku Blendy i Noteci - otóż w jego wyposażenie wchodziłaby głowica optoelektroniczna ZGS-158 (używana oryginalnie przy Trytonie) w zestawie z radarem śledzącym. To rozwiązanie pozwoli na śledzenie celów znajdujących się w odległości do 29 km (w przypadku pocisków rakietowych zasięg skuteczny spadłby teoretycznie do ok. 9 km, zaś moździerzowych i niewielkich dronów - ok. 5 km). Co więcej radar śledzący miałby również możliwość pełnienia roli radaru wczesnego wykrywania, ale jego zasięg skuteczny wynosiłby wtedy 17 km (we wspomnianych wcześniej warunkach jest to tylko 5 i 3 km).

Wóz dowodzenia WD-35 - przeznaczony do użytku w systemie OPL Noteć

Oznacza to, że omawiany system OPL musi zostać wsparty przez dedykowany radar wczesnego wykrywania. A kandydatami są tutaj eksploatowana obecnie Soła oraz planowana do wdrożenia Bystra. Dzięki nim zasięg wykrywania pocisków rakietowych przez baterię przeciwlotniczą wzrósłby do 16 (dla Soły) lub 25 km (dla Bystrej). Dla maksymalnej skuteczności radar wczesnego wykrywania powinien znaleźć się na wyposażeniu każdej baterii przeciwlotniczej, spięty z jej wozem dowodzenia.

Mimo wszystko tylko jedna głowica przypadająca na cały moduł ogniowy sprawia, że tenże moduł posiada w trybie autonomicznym tylko jeden kanał ogniowy (tj. może zwalczać jednocześnie tylko jeden obiekt). Z tego to powodu sama konstrukcja wieży powinna być lekko zmodyfikowana w celu montażu głowicy ZGS-158 na każdym pojeździe przeciwlotniczym przy wciąż zachowanej maksymalnej pasywizacji efektorów. Dzięki temu wzrosłaby ilość kanałów ogniowych, jak również każdy z zestawów przeciwlotniczych posiadałby możliwość samodzielnego śledzenia celów w odległości do 12 km. Jednocześnie wskazane jest, aby powstał pewien zapas modernizacyjny w celu możliwości ewentualnego wyposażenia SPAAG również we wspomniane wcześniej radary śledzące.


Podsumowanie



"Sopel-NG" w moim mniemaniu byłby ekonomicznym zamiennikiem dla "czołgów przeciwlotniczych" jako rozwiązania do ochrony pododdziałów pancerno-zmechanizowanych głównie przed dronami, amunicją artyleryjską i lotniczą. 

Struktura baterii ogniowej tych SPAAG nie różniłaby się od tego, co jest obecnie w pododdziałach wyposażonych w ZSU-23-4MP. Składałaby się ona bowiem z:

- 4 artyleryjsko-rakietowych zestawów przeciwlotniczych, 
- wozu dowodzenia OPL
- radaru wczesnego wykrywania ZDPSR Soła lub Bystra 

Dodatkowo bateria mogłaby zostać uzupełniona o co najmniej jedną drużynę przeciwlotniczą z przenośnymi systemami przeciwlotniczymi Grom / Grom-M, a całość zostałaby spięta z wykorzystaniem systemu dowodzenia OPL Łowcza-Rega.

Jednak omówiony w tym artykule zestaw przeciwlotniczy opłacalny byłby głównie jako osłona dla jednostek wyposażonych w gąsienicowe BWP i czołgi na szczeblu batalionu i ewentualnie brygady. W przypadku jednostek zmotoryzowanych jeszcze tańszą, ale równie skuteczną opcją byłoby posadzenie artyleryjskich zestawów przeciwlotniczych San (A-35 / AG-35) na podwoziu samochodu ciężarowego. Ale alternatywą dla tego jest również wykorzystanie systemu Tryton w wersji kontenerowej, co zresztą było pokazywane w wizualizacjach PIT-RADWAR-u.

Na upartego jednak transportery piechoty mogłyby samodzielnie zapewnić sobie obronę przeciwlotniczą, niemniej problemami byłyby ograniczony kąt podniesienia lufy w HITFIST-30P i ZSSW-30, wynoszący 60° oraz brak sprzężenia z przeciwlotniczym SKO. Dla porównania kąt podniesienia lufy w Trytonie wynosi aż 85°. Dlatego też niezbędne jest wyposażenie naszej armii w nowoczesne samobieżne zestawy przeciwlotnicze.

Bibliografia

Wielki powrót Loary czyli Loara Nowej Generacji (dziennikzbrojny.pl)
System automatycznej armaty morskiej AM-35 – nie tylko dla Marynarki Wojennej? (defence24.pl)
RSKu-253 dla artylerii (altair.com.pl)
Soła - radar bezpośredniej obrony (defence24.pl)

piątek, 6 października 2017

TAA md. 1985 - link do artykułu

Dzisiaj mija 7 miesięcy od publikacji mojego pierwszego artykułu na portalu Konflikty.pl.
Z tego to powodu podrzucam Wam odnośnik do mojego "dzieła".


Niszczyciel czołgów Tunul Autopropulsat Antitanc Model 1985

Link do artykułu


czwartek, 5 października 2017

Karuzela dla 120 mm, czyli PT-91M2 i PT-17 w jednym

W tym roku w Kielcach PGZ zaprezentował dwie propozycje modernizacji czołgów podstawowych T-72. Chodzi tu mianowicie o płytszą moderkę w postaci PT-91M2 oraz głębszą jako PT-17. 

Podejrzewam, że obydwa pakiety modernizacyjne nie muszę tutaj opisywać. Podczas ich premiery spotkałem się z opiniami zwolenników modernizacji jednej i drugiej i można tu zauważyć, że zalety oraz wady obydwóch pakietów w zakresie uzbrojenia wzajemnie się pokrywają (to znaczy zaleta jednego pakietu jest jednocześnie wadą drugiego pakietu i vice versa). To sprawia, że powstaje dylemat, które z rozwiązań jest dla nas lepsze i przez to które należy wybrać w kwestii unowocześnienia T-72. Wszak przy PT-91M2 ingerencja w konstrukcję wieży została zminimalizowana, ale niestety zachowano wschodni kaliber uzbrojenia głównego. Za to w PT-17 armata została wymieniona na kaliber NATO, ale w zamian została dodana nisza w wieży, przez co zakres zmian w konstrukcji czołgu jest spory, co podnosi znacznie koszt całej modernizacji.

Jednak we wschodnich opracowaniach można się spotkać z projektami automatów karuzelowych do rodziny T-72, które można stosować do amunicji scalonej (jak to jest w przypadku 120 mm NATO), zamiast do dotychczasowo używanej amunicji rozdzielnej.

Poniżej pokazane jest takowe rozwiązanie.


Projekt karuzelowego automatu ładującego do T-72 na amunicję scaloną kalibru 125 mm



Automat ten został zaprojektowany pod magazynowanie 32 naboi kalibru 125 mm o długości do 1000 - 1050 mm bez konieczności wprowadzania zmian konstrukcyjnych w kadłubie. Dzięki temu nie byłoby problemu z zastosowaniem go w obecnie eksploatowanych czołgach z rodziny T-72 przy możliwej prostej adaptacji projektu pod amunicję 120 mm NATO, zaś spora maksymalna długość kaset nie przeszkadzałaby w używaniu najnowszych typów amunicji.

Ponadto ten projekt wyeliminował dwie największe wady automatu AZ, jakimi są niewielka pojemność magazynu oraz jego wrażliwość na wybuch w przypadku detonacji przeciwpancernej miny dennej. Zwiększyłaby się teoretycznie przeżywalność załogi w czołgu, jak również zbędne stałoby się przewożenie rozrzuconej po całym pojeździe amunicji drugiego rzutu. Dodatkowo konstrukcja automatu pozwoliłaby na zmniejszenie czasu przeładowania pierwszych dwóch pocisków z karuzeli z 9,5 sekundy do około 6 - 7 sekund. I co więcej dzięki takiemu ułożeniu amunicji zwiększyłaby się przestrzeń w przedziale bojowym, jak i niepotrzebne byłoby dospawanie niszy w wieży w celu przyjęcia automatu ładującego do amunicji 120 mm. A to zaś pozwoli na uniknięcie problemów z chłodzeniem silnika w przypadku niemodyfikowania przedziału napędowego w trakcie modernizacji, jak i pozwoli na zmniejszenie masy docelowej zmodernizowanego czołgu.

Ale spośród głoszonych peanów na cześć takiego rozwiązania trzeba też wyciągnąć minusy. 

A jest on dokładnie jeden.

Przedstawiony automat ładujący nie istnieje w metalu. 

To oznacza, że konieczne będzie przygotowanie właściwego projektu, dokumentacji technicznej oraz prototypu samodzielnie lub z pomocą Ukraińców. Więc trzeba będzie wydać pieniądze na opracowanie automatu. A w kraju, gdzie nie chce się zapłacić za proponowaną licencję na produkcję Leopardów 2, jest to mało prawdopodobne do zrealizowania. Choć nie mówię, że niemożliwe.





Taka karuzela mogłaby się okazać prawdziwym hitem eksportowym dla klientów, którzy woleliby zmodernizować swoje T-72, aniżeli kupować używane czołgi zachodnie w celu unifikacji. Sam PGZ stałby się potentatem w kwestii modernizacji czołgów proweniencji wschodnich, a przy współpracy z innymi podmiotami byłby sporą konkurencją dla rosyjskich zakładów w tej kategorii. Potem ten magazyn mógłby zostać wykorzystany w innych projektach dotyczących broni pancernej (szczególnie tej lekkiej), a przy dalszym rozwoju możliwe byłoby zaadaptowanie tej konstrukcji pod uzbrojenie większego kalibru. 

I co najważniejsze - automat pozwoliłby na stworzenie jednego pakietu modernizacyjnego dla T-72, łączącego zalety PT-91M2 oraz PT-17. A może właśnie tak powinien był wyglądać Gepard?

No ale to jest tylko gdybanie autora o tym, jak jeden projekt mógłby wpłynąć na losy zarówno naszej armii, jak i samego Bumaru. Niemniej chytry dwa razy traci.

Źródło oryginalne

środa, 26 lipca 2017

Kompanijny moduł ogniowy RAK - struktura

Wciąż piszę wspominany już wielokrotnie artykuł na portal, jednak tam będzie omówione tak dużo, że w międzyczasie udało mi się tutaj co nieco napisać. Przepraszam jednak z góry, bo podejrzewam, że to nie będzie tak samo dobre jak inne moje artykuły.

Na celownik wezmę struktury modułów ogniowych od Huty Stalowa Wola, a w tym konkretnym wpisie będzie omówiony MO moździerza samobieżnego Rak. Nie będę jednak owijał w bawełnę, tylko każdą ze struktur omówię w dwóch podtytułach.





Struktura



Każdą ze struktur modułu ogniowego trzeba podzielić na element bojowo-dowódczy, element rozpoznawczy i element logistyczny.



W przypadku KMO Rak na element bojowo-dowódczy składa się:

- dowództwo kompanii, które posiada 2 artyleryjskie wozy dowodzenia Rosomak-AWD - dla dowódcy kompanii oraz jego zastępcy.

- dwa plutony ogniowe - każdy z wozem dowódcy plutonu (Rosomak-AWD) oraz 4 efektorami w postaci moździerzy samobieżnych M120K Rak.


piątek, 7 lipca 2017

Barakuda ożyła, czyli artyleryjski niszczyciel czołgów dla WP

Prawie pół roku temu przygotowałem dla Was analizę dotyczącą przyszłości polskich wojsk pancernych. Opisywałem tam na podstawie bardziej lub mniej oficjalnych źródeł, jak może wyglądać Gepard i Wilk jako następcy obecnie używanych czołgów podstawowych w Wojsku Polsku. Jednak pół roku w temacie uzbrojenia to jest czasem prawdziwa przepaść i przez ten czas wiele rzeczy może się stać nieaktualnych.

Tak jest i w tym przypadku.

Bowiem 22 maja br. w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej podsekretarz stanu w MON Tomasz Szatkowski poinformował o zamknięciu programu Gepard, który kosztował podatnika 35 mln złotych. W kontekście modernizacji technicznej jest to niewielka kwota (równowartość zakupu trzech KBWP Rosomak z wieżą załogową), ale w przypadku B&R jest to spora kwota, która mogła zostać spożytkowana na coś sensowniejszego.

Dlatego też postanowiłem dla Was dwie analizy, które niejako będą powiązane ze sobą - pierwsza będzie dotyczyła "wariantu lekkiego" i opiszę ją tutaj, natomiast druga będzie na temat "wariantu ciężkiego" i zostanie ona zaprezentowana na łamach portalu Konflikty.pl.





Wprowadzenie




Swojego czasu w artykule o następcy PTS pisałem Wam o tym, że Barakuda jest legendą, która powstała w roku 2013 po to, żeby żołnierze suwalskiego dywizjonu przeciwpancernego uwierzyli, że dostaną dla swojej jednostki nowy sprzęt w miejsce zabytkowych wręcz Malutek na podwoziu BRDM-2. Po ogłoszeniu w kwietniu przez IU MON chęci przeprowadzenia dialogu technicznego (który właśnie trwa) na artyleryjski niszczyciel czołgów postanowiłem napisać erratę. Jednak z racji, że errata jest z reguły krótka i na jej podstawie byście się niewiele dowiedzieli, uznałem, że ową erratą będzie właśnie ten artykuł.

Ale po co nam właściwie artyleryjski niszczyciel czołgów?

czwartek, 15 czerwca 2017

SPG-9 w Obronie Terytorialnej, czyli współczesna rola dział bezodrzutowych

Niedawno w obiegu pojawiła się informacja, że Wojska Obrony Terytorialnej mają otrzymać ze składów mobilizacyjnych ciężkie granatniki przeciwpancerne SPG-9

Wiadomo dobrze, że OT jest przez ostatnie 2 lata prawdopodobnie najbardziej medialną formacją w Siłach Zbrojnych RP. Szczególną kontrowersją jest tutaj fakt, że to właśnie "terytorialni" otrzymują najnowsze uzbrojenie i wyposażenie, które jest bardziej potrzebne jednostkom zawodowym. Równie głośne jest to, że to właśnie OT, a nie jednostki liniowe będą jedną z formacji testujących karabinki automatyczne MSBS-5.56K. Dlatego też może co niektórych dziwić fakt, że do WOT trafią SPG-9.

A dlaczego tak jest?

Otóż w Wojsku Polskim brakuje skutecznej broni przeciwpancernej piechoty - RPG-7 zbliżają się do końca resursów i nie posiadają nowoczesnej amunicji, Malutkie to jest już kompletny zabytek nieprzystający do współczesnego pola walki, Spike'ów jest za mało, za to Carle Gustafy znajdują się (podobno) w kawalerii powietrznej. W praktyce jednak granaty kumulacyjne do SPG-9 są minimalnie lepsze od tych do RPG-7, bo ich przebijalność wynosi 300-400 mm RHA wobec ok. 300 mm w przypadku PG-7 / PG-7W. Jednak wciąż to jest zbyt mała wartość, żeby poważnie zagrozić czołgom rosyjskim. 


Działo bezodrzutowe B-10 - poprzednik SPG-9

Mimo tego SPG-9 (i ogółem działa bezodrzutowe) są bronią idealną dla jednostek drugorzutowych, do których można zaliczyć Obronę Terytorialną. Podejrzewam, że wśród Was zdarzą się tacy, którzy będą twierdzić, że SPG-9 to zabytek, który powinien trafić do muzeum, ale prawda jest taka, że jest on jednym z najmłodszych opracowanych typów dział bezodrzutowych - jedynym działem bezodrzutowym, opracowanym po premierze pierwszych ppk z SACLOS (Fagot, TOW, MILAN), jest włoski Folgore. Zanim jednak przejdę do argumentacji, zwrócę uwagę na to, że wszelkie odmiany CG są klasyfikowane jako zwykłe granatniki przeciwpancerne, a z działami bezodrzutowymi mają wspólną metodę działania. Żeby nikt nie narzekał, że nie będę ich tutaj uwzględniał.


sobota, 6 maja 2017

Struktura brygady artylerii samobieżnej Armii Czerwonej nr 010/514

Bardzo dawno nie było wpisu dotyczącego jakichkolwiek struktur. Co prawda pracuję właśnie nad pewną koncepcją struktury, ale to będzie bardzo długi artykuł, a jednocześnie ostatnio nie jest zbyt płodny. Dlatego też większość wpisów o strukturach będzie krótkimi notkami encyklopedycznymi. Niemniej jak będę znajdował dodatkowe informacje na dany temat, to określone noty będę uzupełniał na bieżąco.



Na pierwszy ogień idzie brygada artylerii samobieżnej Armii Czerwonej, uzbrojona w działa samobieżne SU-100.

Zgodnie z etatem nr 010/514 brygada liczyła 1492 żołnierzy i była uzbrojona w 65 średnich dział samobieżnych oraz 3 lekkie działa samobieżne, a jej skład był następujący


W składzie dowództwa brygady znajdował się sztab brygady, pluton dowodzenia (z dwoma SU-100) i kompania zwiadowcza (z trzema SU-76), za to w kompanii przeciwlotniczych karabinów maszynowych było dziewięć wielkokalibrowych karabinów maszynowych DSzK kal. 12,7 mm na podstawach przeciwlotniczych.

Etat pułku artylerii samobieżnej nr 010/462 (w "ludowym" Wojsku Polskim nazywany pułkiem artylerii pancernej) liczył 318 żołnierzy i 21 średnich dział samobieżnych. 


Tutaj w dowództwie pułku znajdował się również jego sztab, jak i pluton dowodzenia z SU-100 dowódcy pułku.

Każda bateria ogniowa artylerii samobieżnej liczyła po 5 wozów bojowych, za to kompania fizylierów była strukturą zbliżoną do typowej kompanii strzeleckiej z tą różnicą, że była ona uzbrojona wyłącznie w pistolety maszynowe.

czwartek, 4 maja 2017

Granatniki przeciwpancerne ISIS a polski przemysł

W związku z innym pisanym obecnie artykułem omówię oddzielnie tutaj temat granatników przeciwpancernych i ich produkcji. Impulsy do napisania tego artykułu były dwa: temat dialogów technicznych na jedno- i wielorazowe granatniki przeciwpancerne dla Wojska Polskiego oraz to, co pokazało ISIS podczas bitwy o Mosul. 

Zacznę na początku jednak od tego drugiego. 

Islamskie Armbrusty


Otóż tzw. Państwo Islamskie podczas bitwy o Mosul pochwalili się zdjęciami swoich oddziałów specjalnych, złożonych głównie z najemników i ochotników z krajów zachodnich. Jednak w trakcie walk największą uwagę zwrócono na używane przez nich granatniki przeciwpancerne





Na pierwszy rzut oka te granatniki wydają się być uderzająco podobne do niemieckich granatników przeciwpancernych Armbrust. Jednocześnie uchwyt do tych granatników jest bardzo podobny do tego z granatników z serii RGW (-60 i -90). Prawda jest jednak taka, że te granatniki były produkowane w całości przez islamistów z części pochodzenia prawdopodobnie irańskiego i chińskiego oraz posiadają one bardzo proste przyrządy celownicze, co zresztą widać na zdjęciu powyżej. Co więcej, na każdym granatniku znajduje się jego instrukcja obsługi napisana w języku farsi (zdjęcie poniżej).


Jakość wykonania tych granatników pokazuje, że nawet organizacje terrorystyczne, takie jak ISIS, potrafią samodzielnie konstruować broń tego typu stosunkowo niskim kosztem. A gdzie się znajduje pod tym względem nasz przemysł zbrojeniowy?